W niedziele było mi dane znowu wybrać się na ryby tym razem z kuzynem, który znalazł znakomite miejsce i miał zamiar się nim ze mną podzielić. Jak później się okazało to miejsce rzeczywiście okazało się miejscem znakomitym.
Cała wyprawa zaczęła się dosyć późno z racji tego że o godzinie 10:00 zakończyłem pracę nad wodą byliśmy około godziny 12:00, tradycyjnie sprzęt przez cały tydzień jeździł sobie ze mną w moje wysłużonej już nieco skodzie.
Dojazd na łowisko okazał się nadspodziewanie dobry co pewnie tłumaczyło to że stało już tam chyba z pięć innych samochodów, co nieco ostudziło mój zapał do tego miejsca ale znaleźliśmy sobie stanowisko na brzegu umocnionym kamieniami którego minusem było to że nie było miejsca na fotel jednak gdyby tylko takie problemy nas w wędkarskim życiu trapiły to było by ono sielanką.
Po zajęciu stanowiska dokonaniu wpisów zabrałem się za rozrobienie zanęty która składała się z dwóch puszek kukurydzy ćwiartki pinki i czterech opakowań białych które po części z racji ich zbyt długiego przechowywania zaczęły się przeobrażać w piękne jasnobrązowe kastery, jako bazy użyłem około 2,5 kg zanęty Feeder Gutkiewicza wzbogacając całość aromatem waniliowym z trapera którego resztki walały mi się w aucie.
Po czym zamarłem z wrażenia na jakieś piętnaście minut gdy tamtejsze leszcze zaczęły się spławiać byłem zaszokowany ich rozmiarami.
Zobaczywszy ten spektakl ze zdwojonym tempem zabrałem się za przygotowanie zestawów na moich feederkach. Oba skonstruowałem identycznie używając koszyczków zanętowych z denkiem o masie 25g przyponów długości jednego metra z hakiem nr 10 na żyłce firmy Balsax Match 0,18( idee można zobaczyć na załączonym rysunku poglądowym) jako główna posłużyła mi żyłka o grubości 0.22.
Po zmontowaniu zestawów na pierwszy powędrował pęczek 3 szt czerwonych z prywatnej hodowli a na drugi kukurydza z białym z zanęty. Po chwili miałem branie na zestaw z kukurydzą jednak zbyt słabo zacięty leszczyk spiął się tuż pod podbierakiem.
Chcąc szybko zarzucić zestaw w to samo miejsce nie zauważyłem zawiniętej żyłki na szczytówce i straciłem koszyk razem z przyponem co z kolei spowodowało kilku minutowe opóźnienie w zarzuceniu zestawu w tym czasie. Coś obskubało zestaw z czerwonymi więc aby nie narazić się na uszczypliwe uwagi kuzyna zwinąłem go i odłożyłem na bok w celu późniejszego umieszczenia w łowisku.
Po 10 minutach na podpórkach stały już moje feedery, a ja wymościwszy sobie kamienie starym kocem oddałem się z uwagą obserwowaniu szczytówek. Postanowiłem co 20 minut sprawdzać zestawy i dodając zanęty zarzucać ponownie. Jednak w tym momencie szczytówka lewego feedera przyjemnie zadrgała co skwitowałem natychmiastowym zacięciem i poczułem przyjemny opór na kiju po paru sekundach w podbieraku wylądowała ładna 30 cm płoć umieściwszy ponownie zestaw w tym samym miejscu zasiadłem wygodnie na kamieniach i czekałem na kolejne brania.
Po około 10 minutach znów lekko zadrgała szczytówka feedera z kukurydzą i wyholowałem na brzeg kolejną przepiękną płoć tym razem mierzyła ona całe 31cm. Po tym fakcie usłyszałem szum spadającej wody z pobliskiej śluzy i stan rzeki podniósł się szybko nurt przyśpieszył i Odra zamknęła swoje wody na dobre więc o 16:00 spakowaliśmy się i wróciliśmy do domu nie notując już żadnego brania.
Komentarze