Chociaż kocham wędkarstwo spinningowe, postanowiłem zrobić sobie odskocznie i kupiłem pudełko pinki, uzbroiłem stary kijek w spławik 0.8 g i wybrałem sie na mała rzeczke zwaną Lutynia. Pojechałem do miejscowości Zerków, a dalej dwa kilometry do Żółkowa, gdzie jest zburzony stary most. Są tam dołki o głębokości do 1,5 m. Cztery lata temu łowiłem tam piękne płocie lecz póżniej jakaś cukrownia spusćiła jakieś świnstwo do wody i przez dwa lata woda przypominała pustynie.
Przejeżdzając przez rzeczkę kilka razy zauważyłem, że woda bardzo się oczyściła i miałem nadzieje na powrót rybek. Kilka pierwszych minut nie wróżyło nic dobrego, jednak po chwili zauważyłem pierwsze delikatne skubnięcia. Zestaw miałem ustawiony na sztywno tak jak łapie sie na przystawkę na Warcie. Delikatnie zmniejszyłem grunt i puściłem zestaw na przepływankę. Spławiczek delikatnie zniknął pod wodą. Zacięcie i jest ryba i to nie mała. Na powierzchni pokazała sie piękna płotka.
Kolejne przepłynięcia zestawu przynoszą następne płotki, ale już trochę mniejsze. Po godzinie brania ustają zupełnie. Oprócz 4 plotek udało mi sie złapać wzdrążke, okonka i kilka jazgarzy. Bardzo mnie to ucieszyło, bo rybki wróciły do tak pięknej rzeczki. Mam nadzieje, że znów jej nie zatrują, bo zdarzają się tam piękne płocie i czasami miętusy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze