Reklama

Okoń na jaskółkę i pogrom w Trzebieży

05/11/2014 00:00

Pogrom w Trzebieży i jaskółka na troku

Pojechałem do Szczecina na sandacze. Jesienią w centrum miasta potrafią całkiem ładnie brać na dropshot i "zwykły" opad, wiec staram się kilka dni wygospodarować na takie miejskie łowienie. Tym razem, Jak to często bywa w naszym pięknym hobby - sandacze nie brały. Po prostu. Zabolało mnie to o tyle, że do Szczecina mam kilkaset kilometrów. Miałem ochotę połowić. A tymczasem przez trzy dni wyskrobałem kilka niewymiarków, dwa piękne rozpióry i kilkadziesiąt drapieżnych leszczy.

Aby przełamać tę passę, namówiłem znajomego na rejs pontonowy po Zalewie Szczecińskim w poszukiwaniu okoni. Bez echosondy, ale za to z niezawodnym nosem osoby wychowanej na tych wodach. Czwartego dnia mojej wyprawy, o 9 rano, zwodowaliśmy naszą nadmuchiwaną jednostkę w okolicy ujścia rzeczki Gunicy. Nie wiało, co na tym zbiorniku jest już częścią sukcesu. Popłynęliśmy na pewniaka do jednych trzcinek, drugich, potem na kant, skarpę, boisko i... ani jednego brania. Z niepokojem zacząłem się przyglądać mojemu znajomemu, a on tylko powtarzał: spookojnie, znaaajdziemy je. No tak, on tu mieszka, więc penie je sobie znajdzie - za tydzień :) Ale już kolejne napłynięcie obudziło we mnie nadzieję – w samej Gunicy były okonie, a właściwie okonki. W końcu zaczęły się jakieś brania. Najskuteczniejszy okazał się przy tym trok i zielonkawe, oliwkowe i zgniłe kolory paprocha. Problem w tym, że rybki nie chciały przekroczyć nawet 15cm.

I wtedy mój towarzysz zawyrokował: ponton na dach i jedziemy do Trzebierzy. No i fajnie. Dość miałem kaleczenia maluchów. Po pół godzinie wodowaliśmy się pośród wysłużonych kutrów. Już z daleka widać było ludzi z wędkami i tysiące oczek i plusków małych rybek na powierzchni portu. Strzał w dziesiątkę – muszą być okonie. Były! I to ile. Trok nie zdążył opadać do dna, kiedy ryby już uciekały z paprochem w pyszczku. W każdym rzucie było branie. I znów okonki były niewielkie, ot, takie 15 – 18cm. Tutaj musiały być większe garbusy bo głęboko i pełno drobnicy. Zaczęliśmy kombinować. Do wody poleciały blaszki, woblery, cykady. To samo. Wróciłem do troka, ale zamiast twisterka-paprocha postanowiłem założyć jaskółkę. Na cieniutkiej żyłce i troku prawdopodobnie praca przynęty to był „niemrawy zdechlak”. I o to chodziło! Kij wygiął się przyjemnie i zagrał hamulec. W końcu pasiak powyżej 25 cm okoń na jaskółkę . Do końca łowienia wyjęliśmy kilka kilogramów takich okoni z większymi rodzynkami włacznie. Już na pewniaka zakładałem różne dropszotowe robaczki i dziwolągi na zwykły haczyk do troka i prowadziłem je bardzo leniwie. Ryby zasysały głęboko i pewnie takie przynęty. Coś musiało im podpasować w braku akcji i miękkiej gumie.

Nałowiłem się w końcu porządnie, a co najważniejsze, poznałem nowy sposób na okonie. Teraz nie mogę się już doczekać aby wypróbować metodę na mazowieckich wodach. Okonie drżyjcie! (z głodu, oczywiście)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama