Było to latem 2012 roku, będąc u moich teściów wybrałem się na spacer z moim 3 letnim synkiem na pobliskie łąki. Pogoda była piękna ptaki śpiewały, świeże powietrze z dala od ruchliwych dróg. Spostrzegłem w krzakach oczko wody co prawda niewielkie i praktycznie zarośnięte a mimo wodorostów woda się podejrzanie ruszała co chwilę, ale będąc z synkiem nie było mowy o wejściu w te zarośla. Następnego dnia postanowiłem wybrać się sam, zabrałem z sobą grabie na lince w celu ewentualnej próby wyczyszczenia z wodorostów miejscówki. Nasuwało się pytanie czy tam są jakieś ryby ale jak nie spróbuje nie będę wiedział. Trudu było wiele ale taką prowizoryczną miejscówkę udało się zrobić w tych zaroślach, zadania nie ułatwiały komary które dokuczały okrutnie. Wieczorem wybrałem się odrobinę zanęcić przygotowane miejsce a drugiego dnia rano podjąłem próbę łowienia. Pierwsze dwie godziny minęły bez brania co budziło coraz więcej wątpliwości czy są tu ryby? Jednak spostrzegłem na powierzchni wody drobne bąbelki w miejscu nęcenia, bez namysłu podciągnąłem zestaw spławikowy w to miejsce i gdy spławik zdążył się podnieść do pozycji pionowej to już zginął mi z oczu. Zacięcie i jest wyholowałem pierwszego lina niewielki bo 34 cm za chwilę taka sama sytuacja i jest drugi lin podobnej wielkości. Byłem zdumiony i szczęśliwy że odkryłem takie miejsce. Po dłuższej przerwie branie i jest pierwszy piękny karaś, za nim kolejne trzy jeden po drugim i na koniec okonek. Wszystkie rybki żyją do dziś w innym stawie i rosną. Byłem tam jeszcze trzy razy i wyniki były podobne jak na zdjęciu. Zobaczę jak sytuacja będzie wyglądała w przyszłym roku z pewnością poinformuję o tym. Czasami opuszczone łąki i zarośnięte doły mogą kryć takie skarby jak piękne rybki. Pozdrawiam.
Komentarze