-----------------------Był poczatek wrzesnia to i czas niestety na opis ostatniego weekend-u letniego miesiaca . Plany były ambitne czyli sobota robota ale maks 4 godzinki a potem w końcu wypad na sandacza ,niestety szlag plany trafił i w robocie zeszło mi do szesnastej no ale co tam,zajałem sie troszke domem,wszedłem na stronke pisząc z doskoku a w tle oczywiście radyjko. Ok.22-giej miałem wszystko opanowane więc zacząłem się zastanawiać co jutro no i wymyśliłem że może by tak łąka no i mysl nastepna czyli bez planowania ,budzika -poprostu wstane,pojem,kawka i jadę. Naszykowałem sobie sprzet no i spanko---------------------------------------------------------------------------------------------------------------nagle telefon z samego ranka od szefa i krótki tekst -za 40 minut jestem po ciebie i jedziemy na grzyby czyli znowu szlag trafił plan no ale co tam las kocham czyli nie jest zle no może poza tym że termometr za oknem wskazywał całe dwa stopnie na plusie no i pojechalismy w lesie niestety tłumy jak na odpuscie ale sprawdziła się zasada ze ludziska z wygody unikaja chaszczy czyli tam trza uderzyc no i zaraz koło drogi bo wiekszosć twierdzi że czym dalej tym lepiej no i tym sposobem kazdy z nas miał po ponad 20-cia sztuk podgrzybków i kozaczkow i tak oto wmiarę zadowoleni wrócilismy do domu. No ale MIAŁY BYC RYBY no i były z tym że nie Łąka ale padło na Morawę. Na miejscu okazalo sie że stawik zarosnał jescze bardziej niż w poprzednim sezonie no ale co tam -trza sobie radzic więc nie pozostało nic innego jak metoda zwijac zanim przyneta dotknie wody i jakoś czasem udało sie przeprowadzic blaszke pare metrow bez kontaktu z zielskiem no i nie powiem - honor uratowany bo szczupły zaliczony co prawda wolałbym okonia (oczywiście 30+)no ale jak na godzinkę to nie ma co narzekać czyli ogólnie jak na podsumowanie miesiaca to tragedi nie ma tymbardziej że mimo chłodu to słonko stanęło na wysokości zadania
Komentarze