Koniec roku zbliża się wielkimi krokami więc w drugi dzień świąt postanowiłem pojechać na klenia ostatni raz w tym roku.Nad rzeką pojawiłem się dość wcześnie bo już o 7.30...na początku postanowiłem pomachać na spina.Naszykowałem kija i w drogę.....zacząłem od woblerków Kenarta 3-4 cm.....po przejściu rzeki na odcinku ok. kilometra i z powrotem nie było nawet jednego podbicia chociaż rzucałem w miejsca gdzie widać było klenia.....wiadomo jednak że kleń ma oko w każdej łusce i może to było przyczyną mojego łowienia że nie padła żadna ryba...ale nic straconego.......po krótkiej naradzie stwierdziliśmy ze znajomymi ze zmienimy miejsce i pojechaliśmy w dół rzeki...tam to już totalna masakra...nawet jednego kontaktu z rybą.
Znajomi pojechali w inne miejsce a ja postanowiłem wrócić w poprzednie miejsce...tam rozłożyłem muchówkę i po założeniu brązki złotogłówki zacząłem rzucać w to samo miejsce gdzie rzucałem na spining.po dosłownie kilku rzutach kij wygioł się w pałąk a ja zobaczyłem pięknego klenia na końcu przyponu miał ok. 45 cm.....po doholowaniu go bliżej wyjąłem podbierak i gdy chciałem wyjąć klenia z wody nagle obwinął się dookoła przyponu i wypluł muchę...po tej sytuacji obrzucałem to miejsce jeszcze kilkakrotnie ale niestety kleń narobił trochę hałasu i ryba rozpłynęła się po okolicy .....niestety na tym skończyło się moje łowienie...pełen frustracji postanowiłem wrócić do domu.
Ale podsumowując sezon na muchę to muszę powiedzieć że był udany...ogólnie kilka ładnych kleni udało mi się wyłowić , poza tym kilka pstrągów ,jelców i lipieni też się trafiło.Oczywiście wszystkie ryby wróciły do wody w dobrej kondycji.....nie żebym był jakimś fanatykiem C&R ale miło jest złowić potem tą samą rybę kilkakrotnie.....z niecierpliwością wyczekuję nowego roku a wraz z nim nowego sezonu wędkarskiego............
Komentarze