Reklama

Ostatni wypad września-Irlandia

03/10/2011 00:17
,,Ostatni wypad Września”
Kolejny wyjazd na ryby. Dla mnie jednak dość nietypowy, bo tym razem w roli gościa na łódce Ricka Zeveringa, holendra, który w 1986r. Przyjechał do Irlandii na urlop i został tu do tej pory. Na łodzi oprócz Ricka i mnie był jeszcze Jurek, Który również zakochał się w Irlandzkich wodach i przyjeżdża tu tak często jak tylko może.
Jezioro przywitało nas ogromną falą i deszczem, wiedzieliśmy jednak że wiatr ma zelżeć a deszcz ustąpić, więc bez obaw ruszyliśmy na podbój naszych tajnych miejscówek. Zaczęliśmy od obławiania stref osłoniętych od wiatru. Wielka 1000 litrowa dryfkotwa ( własnoręcznie zrobiona przez Ricka) umożliwiała nam spokojny dryf. Pierwsze miejsce nie przyniosło nawet brania. Popłynęliśmy więc na następne i w trzecim napłynięciu, Jurek zaliczył pierwszy atak i to od razu skuteczny, podekscytowany podprowadził rybę do łodzi (co wcale nie było takie łatwe), przy burcie jak to zwykle bywa szczupak dostał nowej dawki energii i zabawa zaczęła się od nowa, w końcu jednak ryba znalazła się w łódce. Błyskawicznie ją zmierzyliśmy, sfotografowaliśmy i bezpiecznie wypuściliśmy. Tylko 1cm dzielił ją od metra, to było piękne otwarcie w wykonaniu Jurka. Szczęśliwą przynętą, był ręcznie robiony, łamany szczupak z Corony Fishing, którego Jerzy dostał ode mnie na początku dnia, więc i ja miałem małą satysfakcję.
W przeciągu następnych 3 godzin odwiedziliśmy parę świetnych miejscówek i oddaliśmy setki rzutów a ryby na to kompletnie nie reagowały, zupełnie jakby zapadły w głęboki sen. W końcu około drugiej po południu Rick odnotował branie, po chwili następne, niestety oba puste. Założył więc swoją super przynętę (22cm pullbaita) i w drugim żucie zaciął piękną rybę. Mimo że wędka którą łowił to kij Castingowy o ciężarze wyrzutu do 100gram a plecionka o wytrzymałości 35kg, to ryba nie chciała się łatwo poddać, 5 czy 6 porządnych odjazdów dostarczyło nam niezłych emocji. Po wyjęciu ryby z wody okazało się że ma 108cm.
Następne 30 minut to kilka niezaciętych brań i odprowadzeń, oczywistym było że szczupaki zaczęły żerować. W końcu i na mnie przyszedł czas. Spokojnie prowadząc ręcznie robionego glidera, poczułem bardzo agresywne branie i natychmiast po nim odjazd, Big Mama walczyła przez dobrych kilka minut, po czym tak jak poprzednie ryby po krótkim spotkaniu z miarką (107cm) i obiektywem wróciła do wody. Chwilę później złowiliśmy jeszcze jednego zębatego drapieżnika około 85cm po czym brania ustały, a my skończyliśmy łowy i syci wrażeń spłynęliśmy do przystani.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama