Wyjazd na ostatnie wędkowanie z lodu. W sobotę będąc na zakupach wstąpiłem do sklepu wędkarskiego i kupiłem białe robaki z nadzieją, że w niedzielę wybiorę się na ryby. W niedzielę najpierw na Polsat PLAY oglądałem program wędkarski, a następnie wędki do auta i wyjazd nad wodę. Jadę nad Jezioro Miejskie. Jest jeden wędkarz, którego widzę w oddali, siedzi i łowi przy trzcinie. Zamykam auto i biorę w jedną rękę wiadro z wędkami, przynętami i zanętą, a w drugą wiertło do lodu. Idę bliżej brzegu jeziora. Wzrok padł na lód przy brzegu i tu niespodzianka, woda i cienki lód. Myślę, a może z kładki wejdę, no i klops. Lodzik nie pewny kąpać się w zimnej wodzie nie mam zamiaru. Mina mi zrzedła, ale to nic jadę na drugie jezioro. Wybór padł na Kochlin Duży. Niestety, zrobiłem rekonesans jadąc w koło i sprawdzając brzeg jeziora, a i tutaj też przy brzegu cienki lód lub woda. Ręce mi opały, no i po rybach… Wsiadam do auta i jadę na trzecie jezioro Trzebin. Jak myślicie idzie wejść na lód?.... Oczywiście! Przy brzegu woda lub cieniutki lodzik, strach wejść, lepiej w domu się wykąpać w wannie, a nie w zimnej wodzie z jeziora. Z łowienia ryb nici. Postanowiłem, że lepiej będzie przejechać się rowerem dla zdrowia… No to do domu, auto do garażu. W domu zmiana ciuchów i wio… rowerkiem przywitać nadejście ciepłych i słonecznych dni. Z domu wziąłem aparat może pstryknę kilka fotek na tej wycieczce rowerowej. Nie daję jednak za wygraną i jadę w koło jeziora Trzebin. W połowie jeziora zmiana planu i jadę przez las zerknąć na jezioro Młyńskie. Jestem już niedaleko jadę górą i nie zbliżam się do brzegu jeziora, ale ciekawość mnie męczy.. Podjeżdżam do jednej z kładek. Mały odpoczynek, a wzrok pada na lód. No tak cienki ho…. Stukam kijem i pęka. Siadam na kładce robię kilka fotek z kładki. Widać Oś. Sosenka i dwa domki nad jeziorem. Puszczam dymka z papierosa dla uspokojenia. Wsiadam na rower i tak sobie myślę, szkoda tych białych robaków…. Wylęgną się muchy, szkoda... Nic, jadę dalej w stronę przewężenia jeziora i małego parkingu dla wędkarzy. Jest to miejsce, gdzie latem łowiłem ryby zanim rozebrali tam jedną starą kładkę. Dojeżdżam i widzę stojący rower na ścieżce. Rozglądam się za właścicielem tego pojazdu i nie wierzę własnym oczom!... Na lodzie siedzi trzech wędkarzy. Łowią ryby na lodzie!!! Stawiam rower na ścieżce i idę w ich stronę. Okazuje się, że można wejść na lód z kładki. Od jej 2/3 długości jest gruby na jakieś 30cm. Dochodzę do nich, przywitałem się i widzę łowią płotki. Rozmawiamy chwilę, wypalam papierosa i znów zmiana planów... Jadę do domu, obiadek i wracam. Na ryby!!! Twarz mi pojaśniała…. Trzeba było wcześniej tu przyjechać. Przecież tutaj brzeg z wysokimi drzewami i słońce nie topi tak szybko lodu, bo drzewa osłaniają brzeg. Obiadek zjadłem, wskakuję w ciepłe ciuchy i idę do garażu. Pakuję cały sprzęt do auta i jadę na wcześniej upatrzoną miejscówkę. Jestem na lodzie…. Konkurencja dalej siedzi i łowi ryby na ciasto. Rozkładam wiertło i do roboty… Słyszę ten fajny dźwięk kruszonego lodu przez wiertło. Otwór gotowy... Wybieram sitem resztę lodu, wrzucam zanętę wcześniej namoczoną w domu i wsypuję jeszcze kaszę manną, która powoli namaka i opada na dno. Konkurencja ryby łowi na zestaw spławikowy i ciasto, ja natomiast postanowiłem łowić na kiwoka i wolframową małą dyskotekę. Zakładam białego robaka i do przerębla... Za chwilę do wiaderka wkładam pierwszą płotkę. Jestem w swoim żywiole łowię rybki na lodzie i biorą!... Nie są to wielkie płocie, ale jestem zadowolony, trafiłem na dobre miejsce, co chwila kiwok wskazuje branie ryb. Konkurencja odwraca się i zerka, a tu biorą!…. Wybrałem miejsce za ich plecami i mam ich na widoku. Po godzinie widzę, że zaczynają się zbierać. Znoszą sprzęt w torbach na brzeg i kładą na kładce deski i klocki, na których wcześniej siedzieli…. Wsiedli na rowery i ruszyli ścieżką w kierunku Sosenki. Zostałem sam na lodzie, a raczej ja i biorące rybki… Po siedemnastej postanowiłem, że jestem zadowolony z połowu. Było tego już połowa wiaderka, a w domu trzeba będzie jeszcze zająć się tą zdobyczą i podgrzać ją na patelni…. Wyjazd na ryby okazał się strzałem w dziesiątkę, nie licząc wcześniejszego zwiedzania trzech jezior i pierwszej w tym roku wycieczki rowerowej, po której został ból mięśni nóg!!!….
Komentarze