Po przeczytaniu tego artykułu jak i innych z tego cyklu, które postaram się sukcesywnie zamieszczać, zachęcam wszystkich do dyskusji nad problematyką kłusownictwa oraz paradoksów z tym związanych w naszym związku. Stare powiedzenie mówi ,,przykład idzie z góry". Co dla nas wędkarzy, ta owa góra, ano władze wysokich szczebli PZW to nasi delegaci, zjazdy, to władze okręgów, i władze PZW te w Warszawie. Wszyscy stoją na straży prawidłowości wędkarskich. Wydawać by się mogło że ,, ideał ", a tu tymczasem szarpakowcy ale ci oficjalni za przyzwoleniem Głównego Kapitanatu Sportowego i najwyższych autorytetów sędziowskich w PZW. Wielu ten fakt może dziwić jednak wystarczy trochę poszperać, a tu co mamy. Owe organy oficjalnie pozwalają swymi decyzjami i postanowieniami na zwody w stylu szarpakowców. Odniosę się na przykład do najnowszych postanowień Zasad Organizacji Sportu Kwalifikowanego, a ściślej do części II Organizacja Wędkarskich Zawodów Sportowych &-5 pkt 5.8, czytamy w nim cyt ,,Ryby zahaczone w innym miejscu niż pyszczek oraz znakowane do celów naukowych zalicza się do połowu" Rozumieć z tego należy że ryby pod haczone na zawodach za bok, płetwę czy ogon wkładamy do siatki i przedstawiamy komisji sędziowskiej jako prawidłowo złowione. Ależ jak to?, przecież ta ryba według mnie została pozyskana metodą kłusowniczą. Zadam więc pytanie? ,, o co w końcu tutaj chodzi"? Nie wiem czy spostrzeżenia,które przytoczyłem prawidłowo odbieram. Dlatego proszę o zajmowanie stanowiska przez innych kolegów i dyskusję na ten temat. Pozdrawiam irek 57
Komentarze