Reklama

Październikowa wywózka.

25/02/2014 10:22

Dwudziestego października przeznaczyłem cały dzień na wędkowanie.

Październikowa wywózka  Spakowałem w sobotę sprzęt i w niedzielę o godzinie 6:00 wypiłem na spokojnie kawkę i wyruszyłem na łowisko zapatrzony w prowiant na cały czas wędkowania .

Celem wyprawy był oczywiście karp bo zachęcony sukcesami z wywózką zestawów miałem zamiar dalej kontynuować dobrą passę, wywożąc zestawy moim pontonem radzieckiej produkcji model czajka.
Jako że wywożenie w maju zestawów tym pontonem naruszyło moje zaufanie do niego postanowiłem przełamać psychologiczną barierę i popływać na trochę mniejszym akwenie.

Po dotarciu na łowisko w pierwszej kolejności podłączyłem elektryczną pompkę do zapalniczki samochodu i przystąpiłem do pompowania pontonu.
W między czasie rozłożyłem moje Jaxon Cantara 3,9m 3,5lbs i ustawiłem tripod marki trend, zamocowałem sygnalizatory i przygotowałem połówki kulek do nęcenia.
A ponton pomimo upływu 30 minut, nie wykazywał śladów napompowania, więc nie mając innego wyjścia byłem zmuszony użyć miecha który był w zestawie z pontonem.
Ku mojemu zdziwieniu okazał się urządzeniem niezwykle wydajnym i w kilka chwil napompowałem ponton, skreślając jednocześnie elektryczną pompkę z listy rzeczy do zabrania nad wodę.
Włożywszy do pontonu miskę i do miski zestawy wywiozłem je w upatrzone miejsca, pierwszy na wspominany w wcześniejszym wpisie spadek a drugi na łachę piachu w pobliże trzcin.
Podsypałem jednocześnie zestawy pelletem rybnym i połówkami kulek, wróciłem na miejscówkę i niezwykle zadowolony z zachowania pontonu na małej wodzie postanowiłem wywieźć ponownie za trzy godziny.
Włączyłem centralkę i z racji niskiej jeszcze temperatury usiadłem w aucie i zrobiłem sobie drzemkę dwu godzinna.
Jak wstałem poczułem ogromna chęć na kawę którą na świeżo zaparzyłem przy pomocy mojej butli turystycznej i nieco już wysłużonego czajnika.
Skonsumowawszy kawę zwinąłem zestawy i założywszy świeżą przynętę przystąpiłem do drugiej wywózki.
W czasie drugiej wywózki zauważyłem całkiem sporą ilość sztucznych przynęt pozawieszanych na trzcinach i nisko zwisających gałęziach.
Zaopiekowałem się tymi przynętami i płynąć przy pasie trzcin pozbierałem kilka blaszek i gumek, do moich zbiorów dołączyłem jeszcze kilka spławików które wiatr zniósł w trudno dostępne zatoczki.
Nie zauważyłem jednak kiedy minęła godzina pływania i ścierpły mi okrutnie nogi, odbiło się to na mnie w czasie wysiadania z pontonu bo nogi nie były w stanie utrzymać mojego ciężaru i wyciąłem biedroneczkę na plecy, na szczęście na suchy i wysoki brzeg.
Jak w moich kończynach wróciło krążenie to pozbierałem się i udałem się do auta celem dalszego relaksu. W okolicach godziny 13 skonsumowałem kiełbaskę z ogniska i dalej nie miałem żadnego brania.
Sytuacja bez zmian utrzymała się do wieczora i pomimo moich wysiłków nie odnotowałem brania. Zwinąłem sprzęt i udałem się do domu.
Gdzie oczekiwała mnie moja jakże stęskniona córeczka i zadowolona z powrotu męża małżonka.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama