Od dłuższego czasu chodziła za mną chęć wybrania się na spławik.Jednak że zawsze było jakieś ale a to za duży wiatr a to deszcz itp. W końcu nie zważywszy na panujące warunki pogodowe postanowiłem wybrać się na rybki. I stało się czwartego października wstałem około godziny 5:00 rano i zacząłem szybkie przygotowania ponieważ nie planowałem dłuższej zasiadki to i przygotowanie było krótkie.
Otworzyłem swoją skrzynkę w której trzymam swoje wszystkie skarby i zabrałem z niej pudełko z haczykami nr.6,żyłkę przyponową 0,12mm,szczypce do uwalniania rybek oraz zanętę i białe robaki które udało mi się zamelinować w lodówce pod niewiedzą rodziny. Jeszcze tylko zabrać wędkę i można lecieć nad jezioro. Na miejscu byłem około godziny 6:00. Pierwsze co zrobiłem to rozrobiłem zanętę z wodą i uformowałem kilka kul które poszły na pierwszy ogień zanętowy.
Po chwili zarzuciłem swój zestaw w miejscu nęcenia i ustawiłem wędkę na podpórkach. Panująca na łowisku aura pogodowa nie zapowiadała dobrych brań.Było zimno i wietrznie. Fala była za duża i cały czas zalewała spławik więc nie było sensu się męczyć więc postanowiłem połowić spławikiem z gruntu wiem że to dziwnie brzmi ale zawsze tak robię jak fala jest za duża kiedy wybiorę się na spławik a nie mam akurat ze sobą gruntówki. Chodzi o to aby grunt przy spławikówce ustać tak aby spławik leżał na wodzie. Spławik nie jest co prawda w takiej pozycji tak czuły jak spławi w normalnej pozycji ale przy minimum chęci możemy z niego odczytać brania.
No więc do rzeczy: Po ustawieniu zbyt dużego gruntu zarzuciłem swój zestaw w miejsce nęcenia i czekam na branie. Po chwili spławi zaczyna lekko się poruszać i odpływa zacinam i jest malutka płotka - mierzyła może z 10cm. Odhaczam ją bezpiecznie i zwracam jej wolność. Po chwili znowu puknięcie i jest trochę większa wzdręga. Donęcam miejsce połowu małą kulką zanęty płociowej grubo mielonej i zakładam pęczek z białych robaków i po chwili znowu jest ładna wzdręga odhaczam i chlup do siatki - zaznaczam że siatka ma prawie 2 metry długości a przetrzymanie ryb w siatce miało służyć tylko końcowej sesji zdjęciowej i potem wszystkie rybki wróciły całe i zdrowe do wody. Po tamtej rybce nastąpiło bezrybie wiatr zaczął wiać coraz mocniej zrobiło się zimno i tylko od czasu do czasu coś małego objadło mięsko z haczyka i czasami udało się zaciąć jakiegoś kilku centymetrowego potwora. Postanowiłem do rzucić jeszcze kilka kulek z zanęty i chwilkę poczekać. Efektem tej decyzji było dość agresywne branie.Spławik w net staną jak na życzenie i znikł pod powierzchnią wody.Kilunasto sekundowy hol i jest ładna dwudziesto pięcio centymetrowa wzdręga. Jest na prawdę gruba i widać po niej że objadła się już sporo a i tak połakomiła się jeszcze na wielki pęk białych robali.Odhaczam ją delikatnie i wkładam do siatki. Łowię jeszcze chwilkę ale już bez żadnych rezultatów i po pół godzinnym bezrybiu postanawiam się zwijać do domu. Zwijam sprzęt i wyciągam rybki z siatki,szybka sesja na brzegu jeziorka - wybrałem miejsce z trawą aby nie pokaleczyć ryb i po sesji delikatnie uwolniłem wszystkie złowione rybki. Mam nadzieję że za rok się znowu z nimi spotkam i że będą jeszcze większe :) Zziębnięty,bez ryb ale szczęśliwy wróciłem do domu :P
Komentarze