Reklama

Pechozol...!

11/07/2009 12:55
Długo zastanawiałem się nad tym czy opisać ostatnie dwie imprezy z moim udziałem i doszedłem do wniosku że podzielę się z Wami tym czego dokonałem i co mnie spotkało. Pierwsze zawody to nowum na arenie wędkarskiej Jarocina „Puchar Mariana” poświęcone pamięci długoletniego członka Koła PZW Jarocin – Miasto. Są to zawody gruntowe, zaliczane do klasyfikacji Wędkarz Roku, dlatego wystartowali wszyscy liczący się w tej punktacji. Moje treningi przeprowadzone na zalewie Roszków nastawiały mnie optymistycznie co do wyniku jaki mogę osiągnąć. Treningowe łowienie to zawsze około 3 – 4 kilogramy leszczyków i krąpi. Nadszedł dzień zawodów i już na wstępie po losowaniu stanowisk wylosowałem miejsce obfitujące bardzo bogato w zielsko porastające pas brzegu na około 10 metrów w głąb zalewu. Jak się potem okazało to właśnie to zielsko było przyczyną mojej porażki. Jakkolwiek bym nie ustawiał wędzisko zawsze żyłka splątała się z zielskiem bardzo skutecznie blokując wszelką sygnalizację brań na szczytówce. Trzy godziny męczarni i po zawodach a wynik – Uwaga !! jeden leszczyk o wadze 120 gram. Z tym wynikiem nie było mnie nawet w dwudziestce tych zawodów, zero punktów i pogrzebane szanse na wysoką pozycję w punktacji Wędkarz Roku. Zostały jeszcze jedne zawody, spinningowe, zaliczane do tej punktacji i pozostało mi zrobić wszystko aby być wysoko. Kolejna impreza to jakiejś nieporozumienie z moim udziałem. Wszystko szło bardzo dobrze, treningi, dopracowanie zanęty, przygotowanie sprzętu, wczesny przyjazd nad wodę w dniu zawodów, domoczenie zanęty i pozostało czekać na rozpoczęcie. Prezes Koła Jarocin – Miasto, Stanisław Krawczyk powitał wszystkich startujących i kolejne zawody Powiatu Jarocińskiego w wędkowaniu parami rozpoczęte. Dla mnie w tym momencie było już wszystko jedno co się będzie działo dalej, spytacie dlaczego, już wyjaśniam, otóż podczas rozpakowywania sprzętu z samochodu położyłem pokrowiec z wędkami obok samochodu na trawie a po chwili usłyszałem dźwięk który mnie sparaliżował. Jeden z uczestników imprezy zaczął parkować na poboczu, właśnie tam gdzie leżał mój pokrowiec i najzwyczajniej w świecie po nim przejechał. Żeby było śmieszniej tego dnia miałem tylko jeden kij moją niezawodną bolonką, którą po szybkich oględzinach oceniłem jako – MIAŁEM. Mimo wszystko postanowiłem coś zrobić żeby powalczyć, taśma izolacyjna i szybkie poklejenie najgrubszych części blanku, wtedy te górne wydawały się w porządku. Pomyślałem, jakoś to będzie. Sygnał na nęcenie a po pięciu minutach łowimy. Kolega z pary zaczyna wędkować na grunt, ja natomiast rozpoczynam walkę z czymś co i tak było walką z wiatrakami. Pierwsze rzuty, pierwsze ryby lądują w siatce. Będzie dobrze mówi Stefan Marcinkowski kompan z pary. Podczas jednego z przycięć ryba uwalnia się z haka a ten ląduje na trzcinach i się zahacza. Delikatne szarpnięcie ujawnia całą prawdę o stanie mojej bolonki, szczytówka trzaska jak zapałka. Chwila zadumy co dalej, pozbywam się szczytówki i zaczynam wędkować bez niej. O dziwo wszystko wraca do normy, trudniej jest zaciąć rybę lecz zawsze coś się złowi. Kolejne branie, zacięcie i słyszę to co poraża wszystkich tych którzy wędkują węglówkami trzask łamanego kija. Spoglądam do góry i widzę zwisające, kompletnie połamane trzy ostatnie segmenty mojej bolonki. Do końca zawodów wędkuję na odległościówkę którą pożyczył mi kolega Leszek, lecz to już nie to, nie te spławiki, nie ta żyłka. Jakieś rybki tam wyciągam, ale…? Zawody kończymy z wynikiem 4500 pkt. co daje ku naszemu zdziwieniu 6 miejsce. Wynik zwycięskiej pary to 6800 pkt. – dlaczego nie miałem mojej siedmio metrówki, mogliśmy z nimi pogadać tym bardzie że ryby miałem cały czas w łowisku. Honor obroniła nasza młodzież, Jacek Śliwa zwyciężył a para w której wędkowała moja podopieczna Paulina Maćkowiak wraz z nowym klubowiczem Tobiaszem Nowackim zaliczyła trzecie miejsce. Myślę że dawka pechozolu na ten rok została już wyczerpana i dalej wszystko się potoczy normalnie, ja natomiast pozostałem z nowym wyzwaniem szukaniem kasy na nową bolonkę. Przed zawodami kolega który nie mógł startować na odchodne pozdrowił mnie - „połamania kija” – i co o tym myśleć ?
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama