Reklama

Pewniak szwagier

13/05/2012 21:57
Postanowiłem w dniu dzisiejszym "strzelić spontana" z wyjazdem na ryby. Data nieszczególna, bo 13 maja, ale nie piątek. Zamówiłem w domu obiad na wcześniejszą godzinę niż zwykle. Zadzwoniłem do szwagra, że wybieram się na wędkowanie ze wstępnie określonym łowiskiem. Byłem pewien na 100%, że zjawi się nad wodą pomimo gatki o połamaniu kija. Po „wciągnięciu” obiadu przygotowałem sprzęt i udałem się do samochodu. Szybki telefon do szwagra, że wyruszam i kropka. W czasie gdy szykowałem sprzęt do dzisiejszych zmagań, nad jezioro zajeżdża znajome auto. Pomyłka? Nie było mowy!!!
Ze znajomego samochodu wysiada jakże znajomy jegomość z uchachaną gębą od ucha do ucha.

Po kilku minutach zaczęliśmy wędkowanie. Rzut za rzutem i ciągle nic. Częste zmiany przynęt od wirówek po różnego rodzaju i koloru gumy nie dawały rezultatów. Od czasu do czasu spoglądaliśmy na zachmurzone niebo z nadzieją uniknięcia prysznicu. Na szczęście deszcz nie spadł. Ale i wyników ciągle nie było. Po przejściu mniej więcej połowy jeziora minęła godzina 1700.

Doszliśmy do początku południowego brzegu nasyconego pomostami. Ponownie założyłem rippera firmy Relax z niebieskim grzbietem. Kilka rzutów bez wchodzenia do wody i też nic. No powiedzmy, że po jednym wyjściu takich około dwudziestocentymetrowych „pistoletów”. W końcu decydujemy się na brodzenie w pobliżu traw porastających połacie pomiędzy pomostami i nagle?

- Siedzi – mówię do szwagra.

- Wymiarowy – dodaję po chwili.

Ryba dołuje jak jesienny, a nie wiosenny szczupak. Nie było mowy o wyskoku nad wodę. Przy 20g „wklejance” jaką zabrałem, to naprawdę była niesamowita frajda z holowania, nie tak dużej przecież ryby. Delikatnie podbieram ręką rybę i przemieszczam się do najbliższego pomostu. Po chwili jest również szwagier. Oczywiście służy miarką i wagą. Ładnie ubarwiony zębacz mierzy 53cm i waży równy kilogram. Pierwszy miarowy tego sezonu. Kilka zdjęć i dalej do penetrowania toni jeziora.

Łowiliśmy jeszcze około półtorej godziny, ale już bez efektów. Powoli zaczęliśmy zbierać się do odjazdu z łowiska. Zakończyłem „biczowanie” wody około 15 minut wcześniej od szwagra, a ten i tak szybciej gotowy był do opuszczenia miejsca naszego postoju.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama