Reklama

Piękny poranek

11/03/2011 11:17
Podniosłem powieki i odrazu zacisnąłem oczy. Przebijające się przez okno światło wczesnego poranka oślepiło moje oczy. Wyjrzałem za okno, szykowała się ładna pogoda. Spojrzałem na zegarek - była godz. 05:00. W myślach zrobiłem mały remanent akcesorii wędkarskich. Z ostatniej wyprawy zostały mi robaki i zanęta - nie zastanawiałem się zbyt długo. Szybko narobiłem sobie kanapek, spakowałem sprzęt i w drogę na pobliskie jezioro.
Idąc przez las podziwiałem piękno budzącej się do życia natury i śpiew porannych ptaków. Po kilku minutach byłem nad wodą, odrazu wpadło mi w oko miejsce porośnięte pałkami trzcin - naszczęście było wolne!
Szybko rozrobiłem zanętę, wbiłem podpórki i rozłożyłem sprzęt. Podoga jest przepiękna... wstępne zanęcenie i zaczynam podboje. Pierwszy rzut w strone trzcin i po kilku minutach bawię się już z średniej wielkości płoteczkami. Dochodzi godz. 8:00, brania pomału ustają, więc postanowiłem zanęcić. Kolejne kule zanęty lądują w wodzie. Po parunastu minutach znów mam przednią zabawę z płotkami, brania znów ustają... kolejne dwie kule zanęty lecą do wody. Przerzucam wędkę w zanęcone miejsce, lekkie zanurzenie spławika, zacięcie i hol ryby. Po kilku sekundach widzę już zmierzającą w moją stronę płoć - jest około 5-10m od brzegu, aż nagle poczułem mocne trzaśnięcie, wędka omał nie wypadła mi z rąk . Moim oczom ukazał się sporawy szczupak, cienka żyłka nie wytrzymała tego ataku i szczupak odpłynął z moją zdobyczą w pysku.
Myślę, że moja mina nadawała się wtedy do jakiegoś filmu satyrycznego lub parodii - na szczęście nie było nikogo w pobliżu.
Zmontowałem nowy zestaw, założyłem dwa robaki na haczyk i rzut w to samo miejsce - z nadzieją, że to już się nie powtórzy. Kolejne kule zanęty lądują obok spławika. Wkońcu około godz. 11:00 nieufne pukanie na spławiku, zanurzenie, szybkie zacięcie i znów miłe uczucie. Płotka ląduje na brzegu, niestety było to już ostatnie branie tej wyprawy. Posiedziałem jeszcze trochę z nadzieją na brania, lecz bez efektów. Dochodziła godzina 12:30, postanowiłem wracać do domu. Zwinąłem sprzęt, resztki zanęty powędrowały do wody i w drogę.
Wracając przez tryskający życiem las rozmyślałem o zębaczu. Po dotarciu do domu opowiadałem wszystkim tą historię, oczywiście nikt mi nie uwierzył. Wtedy obiecałem sobie, że jeszcze kiedyś im udowodnię i przechytrzę tego potwora.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama