17 sierpnia jak co drugi dzień w wakacje wybrałem się z moim odwietrznym wędkarskim przyjacielem na rybki. O 5 budzik niemiłosiernie zrywa mnie z łóżka, wyglądam przez okno czyste niebo, bez wiatru, patrze patrze na termometr 17 stopni. Myślę dobra pogoda karpiowa może dziś uda się coś złapać... 5.30 kolega jego dziadkiem juz na mnie czekają. około godziny 6.00 jesteśmy na łowisku. Czas przygotować zestawy...Tylko co założyć, trochę tego mamy... Śliwka? Miód ? Scopex? Truskawka? Wanilia? Tuti frutti? może jakiś mix ? Postawiłem na 3 połówki kulek śliwka+truskawka+scopex. Około godziny 7 zestawy wywiezione tylko czekać na branie. Około godziny 9.30 Pikacz Mateusza zaczyna wariować, nie pozostaje pozostaje nic tylko ciąć energiczne zacięcie ryba siedzi :) po 5 min holu w naszym podbieraku ląduje karpik nasz waga ukazuje 3,5 kg. do godziny 11 nasze szczytówki ani drgały, więc stwierdziliśmy, że pójdziemy zarzucić żywca w zatoczkę. w trakcje zarzutu nasza "centralka" zaczęła piszczeć, biegniemy... patrzymy żadna wędka z tri- pod u nie ruszona... to musi być ta zarzucona pod krzaki z innego pomostu... Wędka w wodzie !!! szybko na ponton i płyniemy, wyciągam ją z wody. był na niej zestaw samo-zacinający. Próbuję dociąć czuję opór na wędce coś dużego pleciona na kołowrotku. Ryba ucieka w krzaki. - Ryzujemy??...- no dawaj ryba na siłę odciągnięta od krzaków później gładko do brzegu. - Chyba się wypięła !! Dociągam do brzegu nagle z mojego kołowrotka 50 m plecionki - trrrrrrrrrrrrrr. i znowu do brzegu. po około 15 minutach holu w naszym podbieraku ląduje 6,5 kg amurek. byłą to moja pierwsza duża ryba
Komentarze