Reklama

Pierwsza nocka i ...Pan Kazio

06/06/2012 23:12
Nareszcie. Pierwsza nocna „zasiadka” w tym roku. Tej nocy i jutrzejszego poranka Wisła będzie „moja”.

Znów poczuję zapach małej watry.
Znów posłucham „odgłosów” nocy.
Znów, przed świtem, zaprzyjaźnię się z ciszą.
Znów…

Jeszcze tylko ponad sto kilometrów „za kółkiem” i „do dzieła”.
Wisła powitała nas niziusieńkim stanem wody, ale to nic. Przecież znam dwa „dołki”. Na szczęście oba są wolne. Uzbrajam feederki i „do boju”.
Koszyki „siadają” dość długo. Będzie około trzy i pół metra; nieźle.
Po pół godzinie pierwsze uderzenie. Enigmatyczne, ale jednak uderzenie.
Powtórzyło. Treningowe zacięcie i …”pusto”. Jeszcze dwa podejścia.
Jedno bardzo energiczne. Wynik: wzdręga „palcóweczka”. Skąd w takim maleństwie tyle siły?
„Kanapka” na haczyk i …czekamy. Jest leszczyk …może dwadzieścia centymetrów. Toż przynęta była większa od jego pyszczka.
Zapada noc. Czas na ognisko. Maleńkie ognisko. „Małe, a cieszy” i chroni przed wilgocią.
Po północy trzy „podejścia” małych sumików. Na szczęście u całej trójki „hak prawie na wardze”.
Dopiero tuż po świcie: trzy leszcze i płoć. Do rekordu im daleko, ale sadzyk mógłbym zamoczyć. O karasiach „patelniakach” nie wspomnę – było ich dwunastu, dwunastu „rozbójników”.

Najbardziej idiotyczne, w tym dzisiejszym wędkowaniu, jest to, że na przeciwnym brzegu rzeki siedzi Pan Kazio. Pan Kazio, z którym spotykaliśmy się nad wodą, na tej samej „opasce” od ponad dwudziestu lat.
Snuliśmy nocne, wędkarskie (i nie tylko) opowieści.
Paliliśmy jedno ognisko.
Częstowaliśmy się herbatą.
Można powiedzieć, że starzeliśmy się razem.
Teraz „odgórne” decyzje – przepisy (czytaj: pieniądze) podzieliły rzekę na „jego” i mój „brzeg”. On macha ręką do mnie, ja do niego. Woda ta sama, ryby te same – jak znam Pana Kazia, to przynęta i zanęta też podobne; most w „zasięgu ręki”; tylko wędkarzom nie wolno siąść obok siebie. Chyba, że za to jedno spotkanie w roku, jeden z nich, dodatkowo zapłaci, solidnie zapłaci (z okręgiem „zza rzeki” nie ma, od lat, żadnego porozumienia). Rzucać mogę gdzie chcę, bylebym „siedział” na właściwym brzegu.

Pan Kazik nie wytrzymał. Przyszedł „pogadać”…
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama