Korzystając z pięknej pogody i dnia wolnego od pracy w lany poniedziałek postanowiłem wybrać się nad Wisłę i sprawdzić, co w wodzie piszczy. Zameldowałem się na miejscówce koło wylotu z oczyszczalni Czajka o godzinie 21 i już o 22 moje zestawy znalazły się w wodzie. Wybrałem nietypowe miejsce, ( co potem okazało sie moim przekleństwem), bo zaraz przy wylocie tam gdzie normalnie stoją koledzy z przepływanką. Do godziny 2 nie było brań więc postanowiłem się zdrzemnąć. Rano o 5: 30 okazało się, że jedna wędka ma zerwany przypon a na drugiej nawet nietknięty robak. Wymieniłem robaki i dawaj.
Przez cały dzień ryby żerowały falami godzinę co trzy godziny oraz rano i wieczorem tak po dwie trzy godziny. Z zapadnięciem zmroku brania się skończyły i nawet drobnica nie obgryzała robaków.
Sprawdziłem różne przynęty i najlepsze wyniki były na czerwonego i białego. Na pinkę i ochotkę prawie w ogóle a na peleciki wcale. Łapałem nie tylko ja, ale i inni, więc moje spostrzeżenia weryfikowało kilku wędkarzy.
W tracie tego dnia miałem wiele zerwanych ryb i zestawów, ale to była wina mojego miejsca, które obfitowało w zaczepy i ryby przy brzegu przecinały delikatne zestawy z kanału ( żyłka 0,16 przypon 0,1) o kamienie i małże.
W sumie wyholowałem kilka płoci kilka uklei jednego jazia 35 cm oraz małego leszcza 30 cm natomiast co najmniej 4 ryby straciłem przez przypony w tym jedną naprawdę poważną która gięła mi mojego feddera 120g w parabolę i walczyła ze mną dobre 40 m po czym weszła w kamienie i tyle ja widziałem
Morał z wyprawy:·
1. Na nocki za wcześnie absolutny brak brań
2. rzeka to nie kanał i jednak zestaw musi być bardziej toporny ;)
3 . Na czajce nie stajemy z zestawami gruntowymi przy samym wypływie ( przy łódce) chyba, że mamy plecionkę i toporny siłowy sprzęt.
Mądrzejszy o kilka przemyśleń szykuję się na następną wyprawę.......
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze