Siedziałem sobie w domu i popijając poranną kawę zadzwonił telefon. Mój dobry kolega i zacny kompan wędkarskich zasiadek Emil, zadzwonił z propozycja nocnego wędkowania. Nie namyślając się zbyt długo powiedziałem, że jadę! Przecież już zaraz koniec sierpnia a ja jeszcze w tym roku nie łowiłem rybek nocą! Kolega mówi, że jeszcze jedzie z nami Grzesiu a więc dobry humor podczas zasiadki gwarantowany;) Umówiliśmy się na godzinę 16, chcąc pojechać wcześniej zobaczyć jeszcze jak woda na starorzeczu i ok. 19 udać się na docelowe łowisko. Ok. 14.30 usiadłem z kawą i zacząłem przeglądać swoje wędkarskie klamoty oraz szykować wędki i zestawy spławikowe. Ciepłe ubranie na noc, jakaś wałówka na kolację, zanęty, przynęty i jestem gotowy. Koledzy zjawiają się trochę po czasie no ale niestety nie każdy miał taki komfort przygotowań jak ja. Udajemy się na starorzecze Bugu w miejscowości Uchańka, bo już od kilku dni dochodzą mnie wieści, że łowiący tam wędkarze co rusz chwalą się łowionymi sandaczami z gruntu na filet. Widok, który zastaliśmy nie był zbyt fascynujący, ponieważ poziom wody w miejscu, w którym rzekomo łowi się mętnookie po wygruntowaniu nie przekracza 60 cm. No nie za wesoło, ale drapieżnik żeruje niesamowicie! Widzimy szalejące okonie, owe sandacze i szczupaki. Grzesiu miał w aucie wędzisko z zestawem na bocznym troku więc spróbował swoich sił. I pasiaczek się uwiesił;) No dobrze, koniec zabawy, zabieramy swoje zabawki i jedziemy szykować miejscówkę na nockę. Stan rzeczy, który zastaliśmy po przybyciu trochę nas zaskoczył: miejscówki które chcieliśmy zając i na których zawsze mieliśmy efekty były zajęte, więc musieliśmy poszukać innych. Po kilkunastu minutach rozeznania wybieramy 3 stanowiska dla każdego po jednym i zaczynamy przygotowania. Komary jadły nas, z której strony chciały, ale mówiłem sobie pod nosem : „Wy mnie na pewno stąd nie wykurzycie ;)”. Staranne wbijanie podpórek, obejrzenie brzegu, mała strategia poruszania się w nocy ( wiadomo, można się poślizgnąć i wpaść do wody a w chłodną noc to nic przyjemnego) i można przystępować do rozkładania wędzisk a następnie przygotowania zanęty i samego nęcenia. Do godziny 19.30 każdy z nas już wygodnie siedzi i obserwuje swoje spławiki. Bąbelki tu, bąbelki tam, podciąganie spławika – standard. Ale po za tym nic się nie dzieje. Ok. godz. 20 mam piękne branko, zacinam, ryba chwilę szaleje i się spina. No cóż, ładny początek...Kilka chwil później słyszę jak Emil woła mnie na swoją miejscówkę w celu podebrania ryby, ale w połowie biegu słyszę : „Już po wszystkim mistrzu.” Pewnie wyholował. Jednak...niestety ryba się spięła, był to ładny leszczyk. Czyli nie tylko u mnie pechowo się zaczęło, jednak dobry humor, i nadzieje nas nie opuszczają. Grzesio łowi dwa „palcowe” okonki i to jest wynik do 23.00. Przed zaplanowaną na północ kolacją Grzesiu krzyczy : „Chodźcie no któryś z podbierakiem!” No to polecieliśmy obaj. A tu niespodzianka i to taka z gatunku mega zaskoczenie. Grzesio na czerwone robaki pochwycił małego suma ;) Zgłupieliśmy, ponieważ na Deusze jeździmy od lat dziecięcych i nigdy tam nikt suma nie złowił. Zapowiada się ciekawie ;) Grześ podekscytowany sytuacja i swoją zdobyczą z ciężkim bólem odchodzi od wędzisk i przychodzi na kolację. Do tej pory spławiki moje i Emila nie poruszają się nawet centymetr. Rozpalamy sobie ognisko i rozpoczynamy konsumpcję. Spod ogniska było widać moje spławiki więc cały czas miałem je na oku. Ale niestety...nic się nie dzieje. Już dawno po kolacji, dochodzi godzina 4.00 i słyszę : „Kolega, dawaj tutaj do mnie szybko!” Emil ma rybkę. O przepraszam najmocniej, rybę! Piękny złoty leszcz, łopata prawie 50 cm;) No to szybkie gratulacje, fotka, i uciekam na swoje stanowisko z nadzieja na brania. I się doczekałem, jednego jedynego brania z wyjęta rybką tej nocy. Średni leszczyk skusił się na kukurydzę z białym robakiem. Ranek rozśpiewał się już swoją melodią, zaczęło robić się ciepło a nasza trójka niestety nie odnotowała już żadnych brań. No trudno, raz lepiej raz gorzej. Zaczynamy się zwijać przed 7.00 i sobie rozmawiamy z uśmiechem na ustach. Nie połowiliśmy, fakt, ale humor dopisywał całą noc i uśmieliśmy się potwornie;) Nie ma to jak 3 kumpli pojedzie nocą po wędkować – zabawa gwarantowana;) Tak sobie już w domu usiadłem na spokojnie i obmyśliłem już taktykę na następny nocny wypad po niedzieli. Bo czy jest coś przyjemniejszego jak łowienie ryb nocą i obserwowanie jak świetlik tonie pod wodą? Bobry ścinają drzewa, myszy próbują ściąć nasze zapasy, jakiś wąż się pod nogami prześliźnie, to jest to;) Hahaha;) Pozdrawiam wszystkich kolegów po kiju. Którzy to czytają i życzę taaaaakiej ryby oraz zawsze dobrego humoru nad wodą.
Komentarze