Reklama

Pierwsza nocka w tym roku

02/09/2012 11:42
Siedziałem sobie w domu i popijając poranną kawę zadzwonił telefon. Mój dobry kolega i zacny kompan wędkarskich zasiadek Emil, zadzwonił z propozycja nocnego wędkowania. Nie namyślając się zbyt długo powiedziałem, że jadę! Przecież już zaraz koniec sierpnia a ja jeszcze w tym roku nie łowiłem rybek nocą! Kolega mówi, że jeszcze jedzie z nami Grzesiu a więc dobry humor podczas zasiadki gwarantowany;) Umówiliśmy się na godzinę 16, chcąc pojechać wcześniej zobaczyć jeszcze jak woda na starorzeczu i ok. 19 udać się na docelowe łowisko. Ok. 14.30 usiadłem z kawą i zacząłem przeglądać swoje wędkarskie klamoty oraz szykować wędki i zestawy spławikowe. Ciepłe ubranie na noc, jakaś wałówka na kolację, zanęty, przynęty i jestem gotowy. Koledzy zjawiają się trochę po czasie no ale niestety nie każdy miał taki komfort przygotowań jak ja. Udajemy się na starorzecze Bugu w miejscowości Uchańka, bo już od kilku dni dochodzą mnie wieści, że łowiący tam wędkarze co rusz chwalą się łowionymi sandaczami z gruntu na filet. Widok, który zastaliśmy nie był zbyt fascynujący, ponieważ poziom wody w miejscu, w którym rzekomo łowi się mętnookie po wygruntowaniu nie przekracza 60 cm. No nie za wesoło, ale drapieżnik żeruje niesamowicie! Widzimy szalejące okonie, owe sandacze i szczupaki. Grzesiu miał w aucie wędzisko z zestawem na bocznym troku więc spróbował swoich sił. I pasiaczek się uwiesił;)
No dobrze, koniec zabawy, zabieramy swoje zabawki i jedziemy szykować miejscówkę na nockę. Stan rzeczy, który zastaliśmy po przybyciu trochę nas zaskoczył: miejscówki które chcieliśmy zając i na których zawsze mieliśmy efekty były zajęte, więc musieliśmy poszukać innych. Po kilkunastu minutach rozeznania wybieramy 3 stanowiska dla każdego po jednym i zaczynamy przygotowania. Komary jadły nas, z której strony chciały, ale mówiłem sobie pod nosem : „Wy mnie na pewno stąd nie wykurzycie ;)”. Staranne wbijanie podpórek, obejrzenie brzegu, mała strategia poruszania się w nocy ( wiadomo, można się poślizgnąć i wpaść do wody a w chłodną noc to nic przyjemnego) i można przystępować do rozkładania wędzisk a następnie przygotowania zanęty i samego nęcenia. Do godziny 19.30 każdy z nas już wygodnie siedzi i obserwuje swoje spławiki. Bąbelki tu, bąbelki tam, podciąganie spławika – standard. Ale po za tym nic się nie dzieje. Ok. godz. 20 mam piękne branko, zacinam, ryba chwilę szaleje i się spina. No cóż, ładny początek...Kilka chwil później słyszę jak Emil woła mnie na swoją miejscówkę w celu podebrania ryby, ale w połowie biegu słyszę : „Już po wszystkim mistrzu.” Pewnie wyholował. Jednak...niestety ryba się spięła, był to ładny leszczyk. Czyli nie tylko u mnie pechowo się zaczęło, jednak dobry humor, i nadzieje nas nie opuszczają. Grzesio łowi dwa „palcowe” okonki i to jest wynik do 23.00. Przed zaplanowaną na północ kolacją Grzesiu krzyczy : „Chodźcie no któryś z podbierakiem!” No to polecieliśmy obaj. A tu niespodzianka i to taka z gatunku mega zaskoczenie. Grzesio na czerwone robaki pochwycił małego suma ;) Zgłupieliśmy, ponieważ na Deusze jeździmy od lat dziecięcych i nigdy tam nikt suma nie złowił. Zapowiada się ciekawie ;) Grześ podekscytowany sytuacja i swoją zdobyczą z ciężkim bólem odchodzi od wędzisk i przychodzi na kolację. Do tej pory spławiki moje i Emila nie poruszają się nawet centymetr. Rozpalamy sobie ognisko i rozpoczynamy konsumpcję. Spod ogniska było widać moje spławiki więc cały czas miałem je na oku. Ale niestety...nic się nie dzieje. Już dawno po kolacji, dochodzi godzina 4.00 i słyszę : „Kolega, dawaj tutaj do mnie szybko!” Emil ma rybkę. O przepraszam najmocniej, rybę! Piękny złoty leszcz, łopata prawie 50 cm;) No to szybkie gratulacje, fotka, i uciekam na swoje stanowisko z nadzieja na brania. I się doczekałem, jednego jedynego brania z wyjęta rybką tej nocy. Średni leszczyk skusił się na kukurydzę z białym robakiem. Ranek rozśpiewał się już swoją melodią, zaczęło robić się ciepło a nasza trójka niestety nie odnotowała już żadnych brań. No trudno, raz lepiej raz gorzej. Zaczynamy się zwijać przed 7.00 i sobie rozmawiamy z uśmiechem na ustach. Nie połowiliśmy, fakt, ale humor dopisywał całą noc i uśmieliśmy się potwornie;) Nie ma to jak 3 kumpli pojedzie nocą po wędkować – zabawa gwarantowana;) Tak sobie już w domu usiadłem na spokojnie i obmyśliłem już taktykę na następny nocny wypad po niedzieli. Bo czy jest coś przyjemniejszego jak łowienie ryb nocą i obserwowanie jak świetlik tonie pod wodą? Bobry ścinają drzewa, myszy próbują ściąć nasze zapasy, jakiś wąż się pod nogami prześliźnie, to jest to;) Hahaha;) Pozdrawiam wszystkich kolegów po kiju. Którzy to czytają i życzę taaaaakiej ryby oraz zawsze dobrego humoru nad wodą.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama