Witam, na początku chciałem powiedzieć że jest to mój pierwszy wpis na wędkuje.pl więc proszę o wyrozumiałość. Zacznę od tego że dzień przed wędkowaniem pojechałem z kolegami pochodzić chwilę po Sanie żeby mniej wiecej zobaczyć czy nie ma gdzieś jakiejś przykosy lub rynny. I bingo, trafiliśmy w dziesiąkę. Na dnie wytworzyła się rynna o głebokości nawet do 2m. Następnego dnia o godzinie 17.00 wyruszyłem z domu z nadzieja że nikt mi nie zajął miejsca. Na miejce dojechałem około 17.30 i na szczęście nikt nie siedział tam gdzie chciałem łowić. Szczerze to nikogo nawet nie było na plaży. Mniej więcej o 18.00 wędka była już zazrzucona. Łowiłem na feedera z wyrzutem do 80gram, kołowrotek JAXON amado 600 AXL, żyłka york 0.25, koszyk na suchą zanentę, cięzarek 40 gram i haczyk nr. 8. Na początku nie było żadnych oznak żeby coś w tej wodzie żyło. No ale w końcu, po jakichs 45 minutach zameldowała się pierwsza oklejka. Następnie wyciągnąłem około 20 oklejek i wtedy dopiero zaczeły brać te prawdziwe ryby. Na początku zaciąłem małą wzdręgę, puźniej drugą, troszke mniejsza i nastepną. Około 20.30 zaczęło się delikatne branie, aż w końcu zatrzęsło tą wędką tak jak trzeba, zaciąłem a na haku siedziała wzdręga około 22cm. Ale pod koniec wędkowania rybki zobiły mi bardzo miłą niespodziankę... Wyciagłem karasia który miał około 15cm. A w tej rzece jest bardzo duży prąd i złowić tam karasia jest bardzo trudno. Podsumowywując to wszystko wyprawę zaliczam do udanych ale mogło być lepiej.
PS. Nie myślcie sobie że ja te ryby pozabijałem i zjadłem bo zdjęcia są robione u mnie na podórku. Zawsze kiedy złowie jakieś większe rybki lub ich więcej złowie to przywożę je do domu pokazać, robię zdjęcia i jade je wypuścić bo do rzeki mam zaledwie 2 km.
Komentarze