Reklama

Pierwsze karpiowanie w życiu.

06/07/2010 14:02
Moje wyprawy wędkarskie z początku wyglądały normalnie. W sklepie kupowałem zanętę(taką najtańszą ze względu na fundusze) robaki i parę koszyków. Zawsze jeździłem z jakimś kolegą(w towarzystwie lepiej sie łapie) wcześnie rano nad jeziora w okolicach Rybnika. Przeważnie był to Gzel lub Pniowiec rzadziej Papierok. Tam to na spławik się jeździło. Rybki jakie łapaliśmy nie były zbyt duże. Leszczyki w granicach 25-30cm płotki okonki i karasie. Ale zawsze coś brało.
Lecz gdy w zeszłym roku kupiłem sobie wędki karpiowe składane na 3 części, kołowrotki i stojak karpiowy na czterech nogach(rodpod) postanowiłem zacząć łowić grubsze ryby.

W zeszłym roku ze względu na brak czasu nęcenie było mało obfite i też ryb nie było dużo. Lecz w tym roku los się troszkę uśmiechnął do mnie. Spinningując na Gzelu spotkałem karpiarzy którzy chociaż nie mieli złowionego karpia to jednak wyciągali ładne leszcze. Pomyślałem sobie że pouczę się troszkę od nich. Po godzince intensywnych rozmów na temat sposobu łowienia i przynęt pojechałem zadowolony do domu. Na drugi dzień pojechałem do kolegi i zaproponowałem mu wspólną zasiadkę z wcześniejszym nęceniem. Po chwili zastanowienia zgodził się. Najpierw obliczyliśmy koszty takiej wyprawy.

Wyszło dość tak sporo jak na nasze świnki z drobnymi. Ale udało się uzbierać troche pieniędzy. Pierwszym krokiem było zakupienie zestawów końcowych a tak w ogóle to elementów z których się one miały składać. Ciężarki, krętliki, rurki antysplątaniowe, haki, i plecionki z których robiliśmy przypony. Następnie poradziłem się w sklepie z czego zrobić kulki proteinowe. Sprzedawca zaproponował mi mix do kulek firmy Carp Devil Baits. Nie powiem żeby było to tanie rozwiązanie ale dostałem zniżkę z racji tego iż byłem stałym klientem. Po krótkiej rozmowie wiedziałem co jeszcze trzeba dodać wiec kupiłem atraktor truskawkowy Trapera i powędrowałem do spożywczego po mąkę kukurydziana kaszę i inne dodatki.

Na następny dzień pojechałem na targ po twardą kukurydzę i konopie. Wszystko robiłem według wskazówek kolegi sprzedawcy. Codziennie rolowałem(roller miałem już od zeszłego roku) kulki mniej więcej tak pół kilo. Kukurydzę moczyłem24 godziny i potem lekko podgotowałem i tak samo konopie.

Kolejny dzień i w wiadrach lądują kulki kukurydza konopie i sypka zanęta. Spiningujemy i szukamy dobrego miejsca. Znaleźliśmy takie. Głębokość 3 metry. Troszkę korzeni ale w końcu w takich miejscach przecież się kryją ryby. Boja ustawiona i pierwsze nęcenie rozpoczynamy po 21. do wody leci kilo kukurydzy, pól kilo kulek i konopie rozmieszane z zanętą. Pierwszy dzień(piątek 25 czerwca) można zaliczyć do udanego. Pod względem nęcenia oczywiście. I tak kolejne dni o tej samej porze nęciliśmy. Już w niedziele były zauważalne spławy jakichś ryb no i grzbiety karpi. Więc uśmiech sam mi się zrobił na twarzy. Ale powiedziałem sobie że dopiero w piątek 2 lipca zarzucę wędki. I tak też się stało. Na łowisko przyjechaliśmy około godziny 10:30 rano. Zniesienie sprzętu nad wode zabrało nam pół godziny.

Chodziliśmy dwa razy po rzeczy. Ale warto było. Pierwsze co to rozłożenie krzesełek i obserwacja 10 minutowa wody. Na razie nic. No to teraz podpórki i stojaki lądują w błocie. Zestawy przygotowane wcześniej w domu są dopracowywane, zakładamy na jedną wędkę kukurydzę na włosie a na drugą kulkę proteinową o smaku truskawki i...koloru brązowego. Niestety nie miałem barwnika czerwonego a fundusze się już skończyły. Ale myślę że te kolory to bardziej dla wędkarzy nie dla ryb. Pierwsze zestawy lądują w wodzie. Odległość to mniej więcej 40 metrów. O godzinie 12:15 pierwsze branie i mały leszczyk 37 cm ląduje w podbieraku. Odchaczenie pamiątkowe zdjęcie i nawet nie wiem kiedy a kolega krzyczy: Witek!!! Daj podbierak!!! Z podbierakiem w ręku powoli wchodzę do wody i spokojnie podbieram leszcza kolegi. Ale ten to już naprawdę ładny. 56cm 2,200kg. Życiowa ryba kolegi. Odchaczenie, zdjęcie i znów zestaw ląduje do wody. I tak dopiero pod wieczór coś wzięło.

Siedzimy i nagle mój swinger zaczyna opuszczać w dół. Podchodzę do wędki, zacięcie i leszczyk 52cm jest już na brzegu. No to szybko gonie kolegę. Przez chwile znowu nic. No to jako początkujący wędkarze idziemy sie przejść do kolegów obok. Dopiero co zarzucili wędki i ponęcili rakietą i rurą. Chwila rozmowy i idziemy do naszych wędek. Podchodząc do namiotu patrze na swinger jak lekko się obniżył i nagle pociągnął ostro. Szybka reakcja i po 5 minutowym holu leszcz jest w podbieraku. Ten jest aż o 1 centymetr większy od ryby kolegi. 57cm. Ale waga wskazuje równe 2 kilo. Gratulacje i łowimy dalej. W nocy nic... tylko jedno branie na pellet rybny ale kończy się to na urwaniu wszystkiego w korzeniu. No trudno się mówi. Nie zrażając się łowimy dalej. Nockę troszkę przespaliśmy ale i tak nic się nie działo. Dopiero koło 5 nad ranem gdy zmieniłem przynętę z kukurydzy na 2 rosówki wyciągam leszczyka niecałe 42cm. Niestety nad ranem już ryby też nie współpracowały z nami więc posiedzieliśmy jeszcze chwile i o 11:00 zaczęliśmy się pakować.

Jak na pierwszą w życiu wyprawę karpiową, chociaż karpia nie złowiliśmy, to inne ryby dopisały. To były jak dotychczas moje i kolegi największe ryby. Teraz już wiem że aby coś złapać to trzeba sie troszkę namęczyć nęcąc i przyzwyczajając ryby do pokarmu. Wiele się z tej wyprawy nauczyłem i wiem co robiłem źle a co dobrze. Mam nadzieję że kolejny taki wypad to będzie lekka zmiana taktyki i miejsca na jakieś płytsze, najlepiej podwodna górka. W sumie ja złowiłem 5 leszczy o łącznej masie 5 kilo a kolega 2 leszcze o masie 3 kilo. Ryby zabraliśmy do domu co może niektórych wędkarzy oburzyć ale myślę że takiego leszcza można z czystym sumieniem wziąć do domu. Jestem zwolennikiem wypuszczania złowionych ryb dużych takich jak karp, ale niestety jeszcze nie miałem okazji go złowić:) Pozdrawiam wszystkich wędkarzy. I pamiętajcie. Dopiero się uczę:)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama