Godzina 14 dzwoni do mnie kolega czy byłem dzisiaj na lodzie, ponieważ wczoraj padał deszcz i dodatnia temperatura, chciał się dowiedzieć jaka jest grubość lodu, odpowiedziałem mu, że byłem zobaczyć i że stopniał tylko śnieg, który był na lodzie. Kumpel spytał czy pójdę na ryby z nim na lód, no to ok.
Godzina 14.30 wychodzimy z mojego domu i idziemy z wędkami nad jeziorko. Dochodzimy sprawdzamy grubość lodu przy brzegu lód trochę słaby przez lekką odwilż, ale dalej jest już około 12 cm więc wchodzimy. Łowiliśmy na mormyszki wędkami typu bałałajka. Pierwsza dziura nic, druga dziura nic. Koledze coś ugięło kiwok niestety nie zacięte branie. Po chwili mi coś ugięło kiwok lekko i też pudło. Minęło 5 minut patrze i kolega ciągnie okonia dość ładny ok 20 cm,zdjęcie i wypuściliśmy go. Łowimy przez jakieś 15 minut 0 brań. Przenosimy się w inne miejsce też 0 brań. Poszliśmy jakieś 30 metrów dalej gdzie były wywiercone otwory wrzucamy mormyszki po chwili kolega ciągnie płotkę około 15 cm zdjęcie i ją wypuścił. Łowimy dalej miałem puknięcie niestety nie podcięte. Kolega po 5 minutach ciągnie następną płotkę troszkę mniejszą około 10 cm zdjęcie i do wody. Łowiliśmy jeszcze około 15 minut 0 brań już było.
Na tym wypadzie kumpel wygrał ze mną 3:0, ale i tak bardzo fajne mi się łowiło i wszystkie rybki wróciły do wody :).
Komentarze