Ranek 23 maja 2011 no i stało się, pierwszy raz w tym roku udało się pojechać nad jezioro z wędką. Przez te miesiące przerwy zdążyłem już prawie zapomnieć, jakie to wspaniałe uczucie. Cała wyprawa była bardzo spontaniczna, kompletnie bez przygotowania. Ot, nadarzyła się okazja, 10 minut pakowania sprzętu z pobieżnym przeglądem, czy w ogóle będzie czym łowić, po drodze sklep i zakup puszki kukurydzy i ruszamy :)
Nad jezioro Legińskie (10km od Reszla, warmińsko-mazurskie) dotarliśmy z ojcem około 7:30, wypożyczyliśmy łódkę i wypłynęliśmy na wodę. "W tak pięknych okolicznościach przyrody i tego... i nie powtarzalnej" opłynęliśmy spory kawałek jeziorka, szukając zacisznego miejsca do spokojnego wędkowania. Okazało się, że na otwartej wodzie jest spory wiatr i fala, więc schroniliśmy się za jedyną wyspą na tym jeziorze. Było cicho i spokojnie, jedynie wszechobecne ptactwo pięknie przygrywało dookoła.
Okazało się, że warto mieć porządek w sprzęcie - wszystko było na miejscu, nawet żyłki były w przyzwoitym stanie - nie było niestety czasu na przedsezonowe wymiany. Jako, że cała wyprawa to pełen spontan, nie mieliśmy ze sobą dla rybek niczego oprócz wspomnianej wcześniej puszki kukurydzy. Jakoś nie specjalnie się przejmowaliśmy kiepskim przygotowaniem, gdyż urok obcowania z przyrodą skutecznie tłumił wszelkie niedogodności. Podsypaliśmy po garści kukurydzy jakieś 8m od zakotwiczonej łódki i zaczęliśmy łowienie. Ja łowiłem na bata 7m, ojciec na jakiś stary teleskop. Przypony 0.12 albo 0.10, haczyki z tego co pamiętam 14. Głębokość łowiska to około 3m. Jakie było nasze zdziwienie, gdy po dosłownie kilku minutach zaczęły się pierwsze brania :). Nie były to może jakieś szalone brania, ale co kilka minut w łódce lądowały płoteczki, całkiem ładne, bo około 25cm. Moja rybka dnia i jak się okazało całej wyprawy, to płoć 32cm, złowiona na pojedyncze, spore ziarno kukurydzy. Łącznie złowiliśmy po kilkadziesiąt płoci (nie liczyliśmy) i dodatkowo ja złowiłem jedną wzdręgę. Inne gatunki nie były zainteresowane naszym towarzystwem :).
Pomimo braku przygotowań, otwarcie sezonu było bardzo udane. Nie dość, że pogoda dopisała, przyjemnie spędziliśmy czas nad wodą, to jeszcze rybki bardzo dobrze współpracowały. Oczywiście podjarany wyjazdem od razu zrobiłem rewizję sprzętu, odpowiednie zakupy i teraz odpicowane wędki czekają na następną wyprawę.
Komentarze