Reklama

Pierwsze, wielkie ryby

24/05/2011 16:10
7 maja postanowiłem wybrać się na ryby z moim kumplem. Piękne niebo z małymi chmurkami, słoneczko świeci, lekki wiaterek, idealna pogoda na konkretny wypad nad wodę po dosyć długiej zimowej przerwie. Przerwa w zasadzie trwała o wiele, wiele dłużej, gdyż jako 14-latek należałem do koła wędkarskiego Gzel, w którym mój dziadek sprawował funkcję wieloletniego prezesa i to on nauczył mnie trzymania kija zarażając mnie swą pasją, ale w następnych latach wędkarstwo odeszło na drugi plan (liceum, matura, studia). Jednak w tym roku, kiedy już edukację mam za sobą i stałem się samowystarczalny postanowiłem odświeżyć sprzęt, zakupić potrzebne rzeczy i wrócić nad wodę której tak bardzo mi brakowało przez te wszystkie lata. W końcu jak ktoś raz złapie wędkarskiego bakcyla to już nie ma na niego mocnych, będzie łowił tak czy siak. Ale wracajmy do naszego majowego wypadu na łowisko Sioło w Gaszowicach.

Przyjeżdżamy nad wodę ok. 9:00, prócz nas stali bywalcy (dwóch jegomości po 60-tce), a oprócz nich... cisza. Trochę się zdziwiliśmy, że w tak piękny majowy weekend nikogo nie ma na naszym łowisku, ale co tam, więcej miejsca dla nas ;) Rozłożyliśmy graty, zarzucamy kije i czekamy. Na samym początku kilka szkubnięć drobnicy, złapaliśmy trochę linów, a od południa nic. Kompletnie nic. No ale siedzimy dalej. Trochę znużony siedzeniem na słońcu, postanowiłem postać w cieniu drzewa. Ledwo podniosłem się z krzesełka, a popularnie zwana bombka podskoczyła pod kij. Nie zacinałem, ale byłem gotowy na ponowne ruchy wskaźnika i czekam w gotowości. Nie minęła chwila, bombka uderza o kij, spada z żyłki, ja sruuu zacinam i siedzi. Czuję że coś cięższego. Wyholowałem na brzeg ładnego karpia 52 cm. Dumny z siebie pstryknąłem fotkę (niestety samej ryby, bo kumpel poszedł do wc, a nie chciałem trzymać zbyt długo ryby na lądzie). Wypuściłem swoją "zdobycz" i łowimy dalej.

Karpia złowiłem ok. 15:00, a mamy obecnie 19:00 i znowu napataczają się liny + karaś złowiony przez towarzysza. Jednak miałem w tym dniu szczęście, gdyż kumpel chciał się już zbierać do domu a ja postanowiłem jescze raz zarzucić kij. Strzał w dziesiątkę. Mocne branie, zacinam, sziedzi! Kolejny karp, tym razem 54 cm i prawie 4 kg, śliczny. Tym razem uwieczniłem się na zdjęciu razem z rybką (kolega był tym razem na posterunku ;p) i po jej wypuszczeniu zwinęliśmy manatki.

Piękne rozpoczęcie sezonu, dwie konkretne ryby (przynajmniej jak na moje dotychczasowe połowy), miło spędzony czas i przede wszystkim, mina kumpla który największą rybkę jaką złowił to lina jakieś 25 cm ;p Cóż, sezon uważam za rozpoczęty i życzę reszcie braci wędkarskiej połamania kijów ;)

Nadmienię jeszcze iż łowiłem metodą gruntową, mając na haczyku białe robaki, nęcąc karpiową - waniliową zanętą firmy Karpfen zmieszaną z kukurydzą, gotowanym ryżem i chlebem, a rybkę pomogły mi wyciągnąć; wędzisko karpiowe o parabolicznej pracy firmy Dragon, kołowrotek Mikado, oraz żyłka firmy Dino (15,8 kg, przypon 8,6 kg).
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama