No wiec tak jak obiecałem,w sumie zainspirowany wpisem o kulce wodnej o której zresztą pisałem już na moim blogu postanowiłem coś skrobnąć. Sierpień był dla mnie w sumie mało łaskawy no ale dziś jakby nie patrzeć mamy wrzesień,tu dodam że w sumie dziś miałem w planie wypad za pstrągiem i byłby to jakby nie patrząc pierwszy i zarazem ostatni w tym sezonie. Niestety kumpel nawalił no ale trudno. Wstałem wczesnym rankiem ,rzut oka za okno i pada więc odpuściłem-pomyślałem poczekam i zobacze co będzię. Cały czas rozmyślałem gdzie i ewentualnie na co uderzyć co prawda moim konikiem jest spin no ale czasem lubie odmiane no i tak czekając aż przestanie padać przeglądałem naszą stronke i napatoczyłem sie na wpis o kulce-krótka decyzja czyli to jest to tym bardziej że często na nią lowiłem zanim przerzuciłem sie na spina no i tak słowo ciałem się stało i ok.17-tej byłem na moim ulubionym łowisku zwanym brysiem właśnie z kulką i był to chyba dbry wybór bo nie dośc że lowisko to jest całkowicie zarośnięte to jeszcze poziom wody woła o pmste doniema czyli staw przypomina kałyuze. Na pierwszy ogień poszła kanapka czyli pinka i kuku i od razu branie,potem troszke pauzy no ale i tak tym sposobem do 19-tej dopadłem dziewięć wzdręg i i cztery płocie więc wypada mi tylko potwierdzić że jak nic nikomu nie bierze to kula jest ostatnią szansa na cokolwiek ,tak na maginesie nad wodą było nas ok dziesięciu i nikt nic nie zlowił czyli kulka ma coś w sobie pod warunkiem że się opanuje tę metode
Komentarze