Tak jakoś dziwnie się złożyło ze odkąd wędkuję nigdy nie złowiłem karasia. Niby ryba pospolita, niby chętna do atakowania przynęty a mi się nie udawało. Nawet kilka razy zdarzyło mi się pojechać wyłącznie z chęcią i nastawieniem na karasia. Zbierałem informacje gdzie karaś występuje w mojej okolicy i jeździłem tam. Nęciłem pod karasia a i tak łapałem płotki leszcze i inne karpiowate natomiast karaś był dla mnie nieuchwytny. Do dziś.
Skoro świt , gdy tylko zobaczyłem bezchmurne niebo wyskoczyłem z łóżka ubrałem się i do auta. Nie przeszkadzało mi to że musiałem skrobać szyby- w nocy był przymrozek.
Odpaliłem auto i ruszyłem w kierunku na Jelcz Laskowice by zobaczyć co słychać na starorzeczach Odry.
Po 20 minutach jestem nad pierwszym. Matunin. Znajduję wolne miejsce siadam. Zarzucam spławik , rozkładam drugą wędkę a tu branie. Zacinam i po chwili trzymam w dłoni płotkę. Myślę - będzie nie źle. Okazało się jednak że miłe złego początki. Trzy godziny i mam w siatce trzy płotki i krąpika. Męczę sie niesłychanie. Postanawiam zmienić zbiornik. Jadę na Łachę.
Scenariusz podobny zarzucam spławik i od razu branie- zacinam ale pudło. Potem w ciągu godziny takich brań mam kilka ale nic nie wyciągam. Postanawiam jechać dalej w kierunku Oławy.
Dojeżdżam na miejsce zarzucam spławik i znów branie prawie natychmiast. Zacinam -pudło, potem następne i następne. Nie wiem o co chodzi, poirytowany postanawiam spróbować na grunt.
Zarzucam zestaw i montuję feederka. W tym czasie odzywa się sygnalizator. Zacinam i jest ! chwila holu i w moich rękach ląduje Karaś !!!! Piękny 24 cm!.
Jestem niesamowicie szczęśliwy .
Zarzucam ponownie a obok zarzucam feedera. Kilka chwil i mam branie na teleskopie zacinam i jest, kolejny karaś. Nim zdążyłem go wyhaczyć branie na feederze. Zacinam, zahaczam żyłką o podpórkę i... zrywam zestaw. Montuję od nowa, w tym czasie ponownie wyciągam karasia. 20 cm.
Zarzucam feedera i branie z opadu!. Zaczynam hol, idzie ciężko po chwili widzę że ciągnę dwa koszyczki. Pierwsza myśl że ściągnąłem sam siebie - ale nie.
To ten zerwany zestaw. Wyciągam karasia odpinam go, łapię za żyłkę z drugim , zerwanym koszyczkiem, a tam też karaś!!. Odzyskałem koszyczek z rurką przypon z hakiem i krętlik , oraz rybę na której to urwałem !
Siedzę nad wodą w sumie 3,5 godz i w tym czasie wyciągam 49 karasi najmniejszy 18 cm a największy ma 28 cm. Jak ich nie miałem to nie miałem a jak złapałem to od razu hurtem !!
Muszę podsumować ten pierwszy kwartał łowienia w tym roku- moich 50 wypraw.
Ubiegły rok nie był dla minie dobry wędkarsko. Złapałem co prawda kilka okoni po 38-40 cm jednego sandacza 78 cm, kilka wymiarowych amurów, karpi i trochę drobiu ale generalnie bez rewelacji. Sezon zimowy spędziłem na nauce.
Czytałem przeglądałem słuchałem bardziej doświadczonych, oglądałem filmy i wyciągałem wnioski. Postanowiłem przeczytać jak najwięcej książek o tematyce wędkarskiej . Nauka nie poszła w las.
W trakcie moich 50 tegorocznych wyjazdów nad wodę tylko raz wróciłem o kiju. Złowiłem 24 wymiarowe karpie , największy 50cm ( nie na komercji- tych nie liczę), kilkadziesiąt leszczy- największy 62 cm , złowiłem też kilkaset płoci ( kilkukrotnie wynik powyżej 40 w trakcie jednej wyprawy) największa miała 33 cm, kilkadziesiąt krasnopiór, największa-28 cm, jednego 38 cm jazia, jednego sumika i kilkanaście jazgarzy i okonków.
Spalonych brań nawet nie zliczę. Łowiłem na tych samych wodach co w ubiegłym roku i miałem na nich o niebo lepsze rezultaty. Kilka zbiorników odczarowałem ;)
Warto się szkolić, wtedy hobby może stać sie jeszcze większą przyjemnością.
PS; Wszystkie wyżej wymienione nadal pływają by cieszyć kolegów po kiju
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze