Reklama

Pierwszy karaś w życiu

19/04/2015 20:17

Tak jakoś dziwnie się złożyło ze odkąd wędkuję nigdy nie złowiłem karasia. Niby ryba pospolita, niby chętna do atakowania przynęty a mi się nie udawało. Nawet kilka razy zdarzyło mi się pojechać wyłącznie z chęcią i nastawieniem na karasia. Zbierałem informacje gdzie karaś występuje w mojej okolicy i jeździłem tam. Nęciłem pod karasia a i tak łapałem płotki leszcze i inne karpiowate natomiast karaś był dla mnie nieuchwytny. Do dziś.

Skoro świt , gdy tylko zobaczyłem bezchmurne niebo wyskoczyłem z łóżka ubrałem się i do auta. Nie przeszkadzało mi to że musiałem skrobać szyby- w nocy był przymrozek.

Reklama

Odpaliłem auto i ruszyłem w kierunku na Jelcz Laskowice by zobaczyć co słychać na starorzeczach Odry. 

Po 20 minutach jestem nad pierwszym. Matunin. Znajduję wolne miejsce siadam. Zarzucam spławik , rozkładam drugą wędkę a tu branie. Zacinam i po chwili trzymam w dłoni płotkę. Myślę - będzie nie źle. Okazało się jednak że miłe złego początki. Trzy godziny i mam w siatce trzy płotki i krąpika. Męczę sie niesłychanie. Postanawiam zmienić zbiornik. Jadę na Łachę. 

Scenariusz podobny zarzucam spławik i od razu branie- zacinam ale pudło. Potem w ciągu godziny takich brań mam kilka ale nic nie wyciągam. Postanawiam jechać dalej w kierunku Oławy. 

Reklama

Dojeżdżam na miejsce zarzucam spławik i znów branie prawie natychmiast. Zacinam -pudło, potem następne i następne. Nie wiem o co chodzi, poirytowany postanawiam spróbować na grunt. 

Zarzucam zestaw i montuję feederka. W tym czasie odzywa się sygnalizator. Zacinam i jest ! chwila holu i w moich rękach ląduje Karaś !!!! Piękny 24 cm!.

Jestem niesamowicie szczęśliwy .

Zarzucam ponownie a obok zarzucam feedera. Kilka chwil i mam branie na teleskopie zacinam i jest, kolejny karaś. Nim zdążyłem go wyhaczyć branie na feederze. Zacinam, zahaczam żyłką o podpórkę i... zrywam zestaw. Montuję od nowa, w tym czasie ponownie wyciągam karasia. 20 cm.

Reklama

Zarzucam feedera i branie z opadu!. Zaczynam hol, idzie ciężko po chwili widzę że ciągnę dwa koszyczki. Pierwsza myśl że ściągnąłem sam siebie - ale nie. 

To ten zerwany zestaw. Wyciągam karasia odpinam go, łapię za żyłkę z drugim , zerwanym koszyczkiem, a tam też karaś!!. Odzyskałem koszyczek z rurką przypon z hakiem i krętlik , oraz rybę na której to urwałem !

Siedzę nad wodą w sumie 3,5 godz i w tym czasie wyciągam 49 karasi najmniejszy 18 cm a największy ma 28 cm. Jak ich nie miałem to nie miałem a jak złapałem to od razu hurtem !!

Reklama

Muszę podsumować ten pierwszy kwartał łowienia w tym roku- moich 50 wypraw.

Ubiegły rok nie był dla minie dobry wędkarsko. Złapałem co prawda kilka okoni po 38-40 cm jednego sandacza 78 cm, kilka wymiarowych amurów, karpi i trochę drobiu ale generalnie bez rewelacji. Sezon zimowy spędziłem na nauce. 

Czytałem przeglądałem słuchałem bardziej doświadczonych, oglądałem filmy i wyciągałem wnioski. Postanowiłem przeczytać jak najwięcej książek o tematyce wędkarskiej . Nauka nie poszła w las. 

W trakcie moich 50 tegorocznych wyjazdów nad wodę tylko raz wróciłem o kiju. Złowiłem 24 wymiarowe karpie , największy 50cm ( nie na komercji- tych nie liczę), kilkadziesiąt leszczy- największy 62 cm , złowiłem też kilkaset płoci ( kilkukrotnie wynik powyżej 40 w trakcie jednej wyprawy) największa miała 33 cm, kilkadziesiąt krasnopiór, największa-28 cm, jednego 38 cm jazia, jednego sumika i kilkanaście jazgarzy i okonków.

Reklama

Spalonych brań nawet nie zliczę. Łowiłem na tych samych wodach co w ubiegłym roku i miałem na nich o niebo lepsze rezultaty. Kilka zbiorników odczarowałem ;)



Warto się szkolić, wtedy hobby może stać sie jeszcze większą przyjemnością. 



PS; Wszystkie wyżej wymienione nadal pływają by cieszyć kolegów po kiju

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama