A wiec zacznę od samego początku. Jest środa 4.05.2011r. Siedzę w domu i się nudzę, aż tu nagle naszła mnie myśl: " to może na rybki skoczyć??? " wczoraj rano na zawodach byłem, ale pogoda mnie odstraszyła i pojechałem do domu. Dzwonie do kolegi, ale mówi ze ma jutro maturę i że się uczy.... Tak wiec myślę kicha z tymi rybkami dziś. Nie minęła może minuta a tutaj dzwoni telefon i inny kolega proponuje wypad na rower, to ja mu mówię że biorę spinning i jedziemy nad zalew. Zjawił się u mnie po 30 minutach i pojechaliśmy. Na miejscu okazało się, że kolega wziął ze sobą swoje blachy i gumy, więc postanowiliśmy spróbować. Obeszliśmy cały jeden brzeg i nic... w około woda aż chodziła, ale nic nie chciało się zaczepić, gdy przy ostatnim rzucie pod brzeg za zieloną gumką podpłynął mały szczupaczek, ale nie zaatakował. Stwierdziliśmy ze idziemy na inne miejsce. Przeszliśmy dość kawałek rozmawiając o głupotach i wybraliśmy miejscówkę gdzie do drugiego brzegu było niedaleko, a po naszej prawej stronie było molo. A więc teraz wybór przynęty i jazda do wody. Chwilę biczowałem wodę gumkami, błystkami i innymi tego typu wynalazkami, gdy przypomniało mi się, że mam w swoich zasobach jeszcze imitacje okonia. Radek, bo tak na imię ma kolega z którym wybrałem się na rybki mówi, że to za duże i nic na to nie będzie (bo w sumie nastawiliśmy się na okonie). Pierwszy rzut i nic. Na około nas było kilku, może z 5 wędkarzy, którzy tez spinningowali i żadnych efektów nie mieli. Drugi rzut i też nic. A wiec chwilka przerwy, papierosek i kolejne rzuty, chyba dziesiąty rzut okazał się trafiony. Ściągam przynętę do brzegu i mówię Radkowi, że chyba mam rybę bo dziwny opór czuję, na co on odpowiedział "pewnie to kolejne ziele co na dnie leży i mnie w bambuko nie rób". Przynęta coraz bliżej brzegu i patrze a tam na końcu rybka, szczupak. Radość moja była wielka, a zdziwienie jeszcze większe, gdyż nigdy nic na spinning nie złowiłem, a o szczupaku mogłem tylko marzyć. Rybka na brzeg, odhaczenie, mierzenie (na oko, bo miarka w domu została) i okazało się ze rybka ma coś w okolicach 45-48cm radość była jeszcze większa. Oczywiście rybka wróciła do wody, bo mam taka zasadę, że pierwsza ryba danego gatunku którą złowię nawet jeżeli będzie miała wymiar(mój szczupak go nie miał więc i tak by wrócił do wody) wraca do wody. Pamiątkowe foto i do wody. Siedziałem nad wodą może jeszcze z godzinkę i wróciłem do domu zadowolony z wyprawy i pogody (wczoraj u mnie padał śnieg), a jeszcze bardziej z tego że mogę do swojego spisu złowionych ryb wpisać szczupaka.
Komentarze