Witam wszystkich kolegów po kiju.Dzisiaj,to jest 10.02.2013r wybrałem się na pierwszy tegoroczny spinning.Poprzedzone to było analizą poszczególnych ryb,w większości tych drapieżnych.Żerowania,różnych nawyków itp.Przeczytałem chyba milion artykułów i opinii,wiele książek.Na moje połowy wybrałem małą,lecz dość rybną rzeczkę Lutynie.Jest to malowniczo położona rzeka,otoczona lasem i łąkami.Pojechałem tam,a właściwie poszedłem,ze względu na to że mam do niej około 4 kilometry.Idąc nad wodę rozmyślałem o nadchodzącym sezonie i o dzisiejszym spinningowaniu.Zaopatrzony w małe,trzy centymetrowe gumki,obrotówki numer 2 i woblery trzy i cztero i pół centymetrowe własnej produkcji w pełni zmobilizowany temperaturą na plusie ruszyłem na łowy.Najpierw sprawdziłem moje woblerki.Spisywały się w wodzie świetnie,lecz ryby nie brały.Czterdzieści metrów obok zauważyłem,że coś zagania drobnicę.Podszedłem na odległość rzutu lecz bez zmian.Zmiany przynęt i prowadzenia ich nie dawały zupełnie nic.Ryby nie brały.Poziom wody był troszeczkę podniesiony i rzeczka niosła trochę ,,śmieci".Co jakiś czas trzeba było czyścić przelotki z lodu.Przenosiłem się w górę rzeczki,lecz w pewnych miejscach głębokość nie przekraczała pół metra.Okonie nie współpracowały,więc eksperymentowałem z przynętami.Woda była strasznie mętna.Wybierałem jaskrawe kolory.Nic.Po drodze,idąc w kierunku ,,mniejszej tamy" spotkałem miejscowego wędkarza.Porozmawialiśmy trochę i ruszyłem dalej.Przy małej tamie też nic.Trudno.Wracając,jeszcze raz musiałem przejść przez Lutynie w Woli Książecej.Stojąc na moście zauważyłem trzy dość duże rybki.Niestety.Były obojętne na małego woblerka w kolorze czerwonym i obrotówkę pstrągową numer dwa.Trudno.Na tym zakończyłem wędkowanie,robiło się zimno i późno,więc o kiju,lecz dobrej myśli wróciłem do domu,a swoistą nagrodą była ciepła herbata która mnie ogrzała.Następnym razem nagrodą będzie rybka.:)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze