A wiec nadszedł długo oczekiwany dzień, czyli dzień dzisiejszy. Planowałem spędzenie go nad wodą i tak się też udało. Godzina 12 telefon do Adama i pytanie czy nie chce mi towarzyszyć w wyprawie na ryby? Stwierdził, że zawsze chciał jechać zobaczyć z czym to się je, ale brakowało mu odwagi zapytać czy go nie zabiorę kiedyś, bo wiedział, że do późna pracuję i czasu mam mało. Godzina 12:30 pojechałem do wędkarskiego po jakieś zanęty i spławiki, bo ostatnio połamałem kilka i braki pewne się pojawiły. 13:00 byłem już pod domem i Adam czekał w gotowości. Szybkie pakowanie sprzętu i przynęt i jazda. Groszek, kukurydza, białe robaczki, chleb, zanęta Lorpio "uniwersalna" i "płoć" to asortyment jaki przygotowałem na dzień dzisiejszy. W rybaczówce zameldowaliśmy się o 13:45, bo sprzętu troszkę trzeba było załadować na rowery. Wybór łodzi i płyniemy na miejsce połowu. Okazało się, że Adam pierwszy raz płynie łódką, a przynajmniej tak twierdził, więc małe ogarnięcie go i płyniemy. Po ok 30 min od wypożyczenia łodzi meldujemy się na stanowisku. Na pierwszy ogień poszła kukurydza i groszek. Zanęta wymieszana 1:1 i jak zawsze zapomniałem dodać kukurydzy, ale stwierdziłem, że się przejedzą i nie dodaję. Pierwsze rzuty nie przynoszą efektów, lecz kolejne już tak. Pojawiły się wzdręgi i myślę, że tak się dziś skończy, a tutaj spławik pod wodę, zacinam i mocny opór. Delikatnie holuję i modlę się żeby 0.14 wytrzymała, gdyż od niedawna przekonałem się do lżejszego sprzętu. Po ok 15 minutach ryba pojawia się przy powierzchni i teraz wołam do Adama żeby wyciągnął podbierak, jak się okazało podbierak leży spokojnie w pokrowcu ze spinningiem, który jest w domu. Troszkę mnie to zmartwiło, bo jak wyciągnąć taka rybę do łodzi bez podbieraka, próbowaliśmy rękami, ale ciężko było gdyż rybka chyba się jeszcze nie zmęczyła i dwa razy majtnęła ogonem i tyle ja widzieliśmy. Pierwszy karp w tym sezonie, ale mówię sobie - jeszcze troszkę posiedzimy, więc próbujemy dalej. Kukurydza na hak i długo nie musiałem czekać, kolejne branie i wzdręga ok 25cm, ale puściłem do z powrotem do wody. Nagle drugi kij i spławik pod wodę, zacięcie i znów opór. Myślę kolejny karp, ale za fajnie by było. Hol trwał tym razem prawie 20 min znów modły, żeby 0.14 wytrzymało. Teraz kolejna zagwozdka jak wyciągnąć tą rybę z wody, żeby znów nie zwiała. Adam łapie za siatę do przechowywania ryb, do wody z nią i podbiera rybę. Lądowanie w łodzi i mierzenie, miara pokazuje 45cm. Kukurydza na hak i do wody. Nastała chwila ciszy, prawie 2 godziny bez brania i myślimy o zmianie miejsca, ale tyle zanęty co do wody wleciało, to szkoda zmieniać, zostajemy i czekamy. Nagle spławik znika, zacięcie i znów opór, to nie możliwe żeby to znów był karp. Holuję, holuję, aż tutaj nagle stop i stoi, ani drgnie i już dziwne myśli, czy to może nie aby sum wegetarianin na kukurydzę się połasił. Puściło i po ok 45 minutach ryba pokazuje się przy powierzchni, wydaje się ogromna, i jak znów ja zapakować do łodzi bez tego podbieraka, siata pełna, więc nie ryzykujemy, patrze co Adam robi, on koszulkę ściąga i do wody podbierać rybę. Udało się mierzenie i 55cm pokazało. Rybka do siatki i hak z powrotem do wody. dziw brał, że w międzyczasie nic innego nie skubało drugiej wędki. Chwila spokoju i rozpamiętywanie emocji związanych z holem ryby, aż tutaj nagle spławik znów znika w toni, zacięcie i kolejny raz opór tym razem troszkę mniejszy niż wcześniej, ale jest. Teraz to już za pięknie by było gdyby wpadł 3 karpik- myślę sobie. Hol trwa ok 35 minut i rybka pojawia się i tutaj niespodzianka i kolejny karp. A wiec sprawdzony sposób koszulka i ryba do łodzi, mierzenie i 47cm. Na tym zakończyliśmy wędkowanie, Adam nie mógł uwierzyć, że to takie emocjonujące może jutro znów się wybierzemy. Rybki wszystkie zabrałem, bo to w sumie pierwsze w tym roku, więc trzeba było coś w domu pokazać. Wyprawę uznaję za udaną i oby więcej takich.
Komentarze