Jadąc nad Bałtyk zwłaszcza na polowanie na grubego dorsza na wrakach często stajemy przed dylematem co zrobić, by nie stracić ulubionych przynęt, a i przy okazji nie zostawćc majątku na poczet chwały Neptunowi. Przypuszczam, że wielu z nas ma na to jakiś sposób, mam i ja, i jest on dziecinnie prosty i nie wymagający dużych nakładów finansowych, ani nie pochłania wiele czasu. Całym kluczem do sukcesu są kółeczka łącznikowe.
Otóż wymieniam kółeczko które łączy nam pilkera z kotwiczą na słabsze (nie tylko od tego które było tam zamontowane wcześniej, lecz co jest chyba również oczywiste od plecionki, czy też żyłki, no i od kółeczka górnego i krętlika). Jednym słowem dolne kółeczko łącznikowe powinno byc "najsłabszym ogniwem" całego zestawu. Jak widac sposób jest dziecinnie prosty, natomiast oszczędności z niego wynikające bywają czasem naprawdę ogromne. Jeśli ktoś z Was myśli właśnie o tym, że tym sposobem jego ryba życia również może rozgiąc takie kółeczko (a nie tylko zaczep może to uczynic) to uspokajam, po pierwsze morskie potwory w naszych wodach zostały praktycznie wytrzerbione do pnia i jest w tym zasługa i rybaków i wędkarzy, a po wtóre jeśli nasze "najsłabsze ogniwo" ma wytrzymałośc np. 15kg to każdemu życzę takiego maluszka na kiju;)
A"propos wielu producentów wychodząc na przeciw oczekiwanią wędkarzy podaje na opakowaniach jaką wytrzymałośc mają dane łączniki, lub wiadomośc taką możemy znaleśc na ich www. Pozdrawiam wszystkich Wilków Morskich do zobaczenia na kutrze i połamania kijów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze