Wypady tej jesieni i zimy na miętusa nie mogę zaliczyć do udanych. Jakiś tam mietusik na koniec jesieni i do tej pory nic. Było kilka prób brań i nic więcej. Niewdzięczne są to połowy. Metody i przynęty prawie te same czasem oprócz fileta stoujemy robaki . A efekty marne. Fakt że aura ta w jesieni no i do wiosny nie sprzyjała braniom miętusa. W tym czasie sporo godzin spędziłem nad wodą i nie żałuję. Brak mi tylko było adrenaliny która towarzyszy przy braniu ryby. A oto tu chyba wszystkim chodzi, chociaż mięsko z miętusa przednie, jednak więcej ich wypuściłem niż spożyłem. Nie to że się chwalę ale bardziej mnie interesuje cała otoczka wyprawy czyli przyroda, noc, spokój, czasem gdy bardzo zimno to ognisko. I tak też było w ostatni piątek i sobotę. W piątek wybraliśmy się nad małą rzeczkę która w przyszłości owocowała wieloma brania miętusa tym razem po kilku godzinach oczekiwań, jakieś tam trachnięcie. Powróciliśmy do domu z nadzieją że jutro będzie lepiej. Sobota wieczorem godz 18 jesteśmy znowu na łowisku tym razem nad większą rzeką, może tym razem będzie lepiej. Nad wodą nie ma nikogo cisza ciemno. Zarzuciliby wędki, ja na jedną, przynęta ogonek płoci. Syn dwie na fileciki z płoci. Czekamy na branko w górze słychać głosy przelatujących żurawi które ciągną nad polskie jeziora, czyli wiosna wraca. Cisza i spokój niebo pięknie wygwieżdżone. Po godzinie oczekiwania jest branie na mojej wędce zacinam i jest pierwszy tej wiosny miętusie nie taki mały bo 41 cm.
Tego wieczoru było jeszcze jedno branie i jeszcze jeden miętus. Wróciliśmy do domu zadowoleni z nadzieją na następny wypad a czy na miętusy to już zależy od pogody. Do zobaczenia nad wodą. Pozdrawiam.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze