Reklama

Początki w wędkarstwie-stara historia

09/03/2013 10:18

Moja przygoda z wędkarstwem rozpoczęła się od pasji kuzyna. Jeździł on najczęściej na stawy w Bartoszowie i łowił na pobliskiej rzece pod domem. Na rzece łowił małe ryby, a na stawach co jakiś czas siadł jakiś karpik. Pewnego dnia zadzwonił do mnie, żebym przyjechał z rodzicami do niego. Jego mama miała nas odwieść na staw właśnie do Bartoszowa, o którym słyszałem tylko wcześniej z jego opowieści. Kuzyn chciał mi dać wędkę, żebym spróbował sobie połowić. I wyjechaliśmy.... Na stawie założył mi spławik i chyba jak dobrze pamiętam kukurydzę. Potem zmienił mi na grunt i rzucił około 40 metrów od brzegu. Byłem pełen podziwu :) Tego dnia kuzyn złowił karpia, z którym - jak pamiętam - zrobiłem sobie zdjęcie.
Pierwsze zakupy były to zakupy na targowicy w Krośnie. Tata zaproponował, żeby kupić cały sprzęcik, czyli wtedy kołowrotek, żyłkę, wędzisko, spławik, ołów i haczyki. Nazwa firmy wędziska to "Spławik". Żyłka oczywiście była bardzo gruba. Wtedy jeszcze nie wiedziałem nic o hamulcu w kołowrotku, chociaż zakupiony nie miał go nawet wbudowanego. Był to sprzęt dla początkujących.
Moją pierwszą metodą połowu - zresztą tak jak chyba u większości - spławik. Chodziłem z tatą na pobliski most niedaleko mojego domu. Płynęła tam mała rzeczka (nawet potok) - Iwonka. Łowiliśmy tam małe rybki (wtedy nie znaliśmy nawet nazwy). Były to szczeble potokowe. Cieszyliśmy się z każdej rybki.
Pierwszymi rybami były właśnie one. Nie rosły one duże. Największa jaką teraz złowiłem to (przypadkowo przy łowieniu brzanek) 9 cm. Ale miało być o dawnych czasach. Wtedy łowione były po około 5 cm długości. Ale każda dawała radość, jakby była karpiem.
Moim pierwszym łowiskiem, był właśnie ten most i jego okolica. Woda w najgłębszym miejscu miała tam około 45 cm głębokości. Nie trzeba było daleko zarzucać bo szerokość potoczku miała może 2 metry. Starczyło wypuścić trochę żyłki i tylko oczekiwać na brania.
O ile dobrze pamiętam to moimi pierwszymi przynętami było ciasto, następnie kukurydza, a potem różne robaki. Ciasto wyrabiałem zawsze domowym sposobem. Jeszcze wtedy nie "wydziwiałem" z dodatkami itp. Małe szczebelki dobrze brały na to ciasto. Następnie po jakiś kilku tygodniach spróbowaliśmy kukurydzy. Była za duża - jak my sobie to tłumaczyliśmy - i rybki nie brały. Na robaki przyszedł czas znacznie później. Ryby brały na nie bardzo dobrze. I jeszcze jeden plus - nie spadał z haczyka tak szybko jak ciasto.
To było w lecie - na wakacjach, a w czasie zimy na mikołaja dostałem pierwszą książkę o wędkarstwie, a mianowicie książkę pt. "Relaks z wędką". Był to poradnik dla początkującego wędkarza. Jego autorem jest Pan Markus Wehrle. Następnym czasopismem, ale to już o dużo później jak już byłem bardziej doświadczony było czasopismo "Wędkarstwo" od kolekcji hachette.
A więc podsumowując: ja swoją przygodę rozpocząłem od połowu spławikiem, potem przyszedł grunt i spinning. W tym roku zamierzam skorzystać z muchy. Wędkarstwo podpatrzyłem od kuzyna, który zabrał mnie kilka razy na staw. Łowił karpie. I tak się wszystko zaczęło.
To już chyba tyle, nie wpada mi już nic więcej do głowy. Pozdrawiam Kamil

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama