Reklama

Poczuć wędkarstwo czyli Pobudka! Wiosna idzie!

14/03/2016 23:40

Ślepa na słowa...
Pochmurno. Słonko nie chce nawet na chwilę wyjrzeć zza chmur na skąpany w szarościach świat. I co w tym dziwnego? Otóż chyba jest ze mną coś nie tak, bo ja w tych szarych barwach widzę coś więcej. I wcale nie mam na myśli jedynie "patrzenia oczyma". I właściwie to chyba jest najdziwniejsze.

Głucha na gesty...
Słyszę szmer strumyka wpadającego do kanałku. Chlupot kuny, która przestraszona wskoczyła do wody i właśnie mknie na drugą stronę by ustrzec się przed ludźmi. Żurawie zdzierające gardła, których krzyki mają się nijak do dostojnego lotu nad gołymi jeszcze czubkami drzew. Ptaszęta rozćwierkały się już na dobre. Patrzysz, ale nie wiesz który właście zaśpiewał. Są szybkie, szybsze od oczu. 

Nieczuła na kontakt...
Dłoń sięga do bazich kotków. Wierzba okryła się nimi jak pierzynką, bo noce jeszcze mroźne. Są takie przyjemnie delikatne, jedwabiście gładkie, puszyste kuleczki. Budzik rozdzwonił się na dobre. Przyroda ożyła, Natura o to dba.

Puk, puk, wyjdź do mnie...
Nie oceniaj książki po okładce mawiają. To, że za szybą ponuro i od czasu do czasu deszcz w parapet zapuka wcale nie jest pretekstem do zostania w domu. Czasem zdrowo jest troszkę zmoknąć, może uda nam się jeszcze trochę podrosnąć. A i ryby wyjdą po deszczu jak grzyby!

Same się przecież nie złowią.
Drugi dzień zupełnie inny od poprzedniego. Słońce już nawet nie zerka, lecz całkowicie poddaje się ciekawości i raczy nas pełnym licem. Sprawdza co tam na dole piszczy. A dzieje się sporo. Każdy promyk dotykający skóry to jak wielki zastrzyk witaminy D. Ogromna dawka szczęścia! Na skórze wysmaganej zimowym, mroźnym wiatrem każde słonka muśnięcie objawia się przemiłym dreszczem. 

Wybór, obieram ścieżkę, z której czasem zbaczam - taka rozrywka...
I dzięki temu, że nie grzejemy tyłka pod kocem, popijając kawusię z jednym okiem w książce, mamy okazję zauważyć, że rybki rozpanoszyły się na dobre. Kanał tętni życiem choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. Na jeziorku dalej trwają żniwa. Leszcz, czy płoć od okonia odstawać nie chcą i też się meldują od czasu do czasu. Trzeba szukać i obserwować. Bez tego ani rusz.

A skrótem nie zawsze znaczy szybciej...
 Zza komputera nie da się poczuć woni mokrej ziemi z kretowiska, zapachu świeżego powietrza, które wepchnie się w każdy możliwy skrawek ubrania i w kieszeni przyniesiemy go do domu. Na nic nie czekam. Obieram "skrót", którego przebycie zazwyczaj zabiera mi więcej czasu. Z kępy na kępę, po nieprzetartym szlaku stąpam niepewnie. Zły wybór kończy się z nogą po łydkę w bagnie. Czy akurat dzisiaj musiałam się pokłócić z kaloszami? No nic. Kładka na rozlewisku między kanałkiem a jeziorem kuszą.  Zanęta z gliną upstrzone pinką. I okazuje się w mgnieniu oka, że spławik długo w wodzie pomoczyć się nie może. Sporo ryb, większych i mniejszych śmierdzi ręką. Jezioro poczęstowane feederem również nie pozostaje mi dłużne. Nie ma szans żeby kij dłużej poleżał w spokoju. Ale czy Ktoś z tego powodu narzeka? Ależ skąd! 

I mam jakieś szumy w głowie...
Wędkarstwo trzeba poczuć całym sobą. I choć jednego dnia biorą lepiej, drugiego gorzej, to nieważne! Bo wędkuję z miłością i lubię tę monotonną muzykę, którą tworzy szum strumyka w tle.

A na koniec można zastanowić się: co też autor miał na myśli? Ktoś wie? :D

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama