Reklama

Podlodowy rekonesans

03/02/2014 22:56

Podlodowy rekonesans

Pogoda w Wielkopolsce jeżeli chodzi o prawdziwą zimę nas zniewala. Jeszcze do ostatniego wypadu 19 stycznia mieliśmy jesienne temperatury, następnie przyszły mrozy, dające bezpieczną powłokę do wędkowania podlodowego. Tak było do niedzieli, gdyż wraz z pierwszym dnia lutego nastało silne ocieplenie.
Z wędkarskiego punktu widzenia, nawet nie wnikam co działo się w tym okresie z różnicą ciśnień, gdyż takich wariacji pogodowych jak w miesiącu styczniu, chyba dawno nie obserwowaliśmy. Jedynie wschodnia część Polski utrzymała jak przystoi zimowe normy pogodowe, no może za wyjątkiem tych dwumetrowych zasp śnieżnych.

Reklama


Bez względu jednak na przypadku i panujące w kraju anomalia pogodowe, to był dla mnie jeden z najpiękniejszych dni tej zimy. Kilkunastostopniowy mróz przez pewien okres czasu przykrył wody stojące kilkunastocentymetrową powłoką lodową, Nawet na Warcie pojawiły się solidne kry, a Cybina na większości odcinków pokryła się stałą powłoką lodową.
Dlaczego tylko pierwszy podlodowy rekonesans? Dlaczego tylko rekonesans,
a nie podlodowe wędkowanie? Otóż przyczyna takiego stanu rzeczy jest wręcz prozaiczna. Dysponujemy mocno ograniczonym czasem, gdyż oprócz wyjścia na lód musimy w tym dniu zakręcić się trochę wokół kempingu i wskoczyć z krótką wizytą do Kolegi, spędzającego wolny czas nad położonym w pobliskiej okolicy jeziorem Turostowskim. Mamy tam do rozpoznania katamaran i łódź wędkarską.


Po zaparkowaniu auta na polanie, z chwilą otwarcia drzwi, wraz z ciepłym powietrzem do wnętrza wciska się dosłownie powiew wiosny. Słońce muska swoimi promieniami tylko lekko zaśnieżoną w zatokach taflę lodową, z dachów kempingów leci strugami woda z rozpuszczającego się śniegu, w powietrzu czuć silny zapach żywicy z nagrzewanych coraz mocniejszym słońcem drzew i na dodatek z koron drzew dochodzi wesoły szczebiot czyży, sikorek i kowalików. 

Reklama

Pozostajemy z Ryszardem w bezruchu dobrą chwilę, dosłownie jak zaczarowani, z otwartymi ustami i oczyma skierowanymi w korony drzew, wsłuchując się w radosne odgłosy lasu. Jest pięknie, radośnie, wiosennie.
Pośpiesznie wyciągam z samochodu swój cały podlodowy majdan i skrupulatnie układam go na specjalnie zakupionych do tego celu, na początku zimy saneczkach. Dodatkowym wyposażeniem oprócz podstawowego sprzętu podlodowego w postaci wędek, świdra, skrzyni z akcesoriami, podpórek pod wędki podlodowe jest mata karpiowa zabudowana specjalnie do sanek. Spełniać ona będzie rolę podkolannika, ocieplacza i zarazem środka asekuracyjnego. Tak to sobie wymyśliłem.


Taktyka wędkowania zakłada zapolowanie na okonie, a raczej rozpoznanie jednej z okoniowych miejscówek. Zamierzam także przetestować świeżo zakupione blaszki podlodowe Mikado, fluoroscencyjną wahadłóweczkę meppsa oraz mormyszki wolframowe doposażone sztuczną ochotką.
Po dotarciu w rejon wybranej zatoki, w końcu trzeba postawić pierwsze kroki w tym roku na lodzie. Chociaż mamy pewne informacje od Kolegów, którzy przystąpili do naprawy pomostu, o grubości lodu dochodzącej do 20 centymetrów, to mimo wszystko po plecach przelatuję lekkie ciarki. Z lodem nie ma żartów. Początkowo ostrożnie, śledząc uważnie każde pęknięcie w pokrywie lodowej spowodowane naprężeniami, z sekundy na sekundę coraz śmielej, docieramy na miejsce. W kilku zdaniach ustalamy sposób wykonania odwiertów, poczynając kilka metrów od brzegu na jezioro i w prawo na zatokę i pełni nadziei wykonujemy pierwszy otwór. Szybkie zanurzenie ręki w przerębli potwierdza wcześniejsze dane odnośnie pokrywy lodowej. Ja sięgam za wędkę uzbrojoną w mormyszkę, a Ryszard robi dzisiaj za „paparazzi”, dekoncentrując mnie co chwila poprzez wskazywanie coraz to piękniejszych i ciekawszych ujęć, wypatrzonych wprawnym okiem niemal zawodowego fotografa. 

Reklama


Najpierw wykonuję próbę mormyszką, a następnie jedną z blaszek podlodowych i tak w kolejnych otworach. Dodatnia temperatura, prawie bezwietrzna i słoneczna pogoda, umiarkowany wysiłek podczas wykonywania otworów, wędzisko podlodowe w ręku i to uczucie wędkarskiej wolności i wędkarskiego spełnienia. Emocje podnosi zaobserwowane na kiwoku jedno, a następnie kolejne drgnięcie oznaczające muśnięcie naszej przynęty. Delikatne brania, niewprawiona jeszcze ręka nie pozwalają jednak zapiąć pierwszą podlodową zdobycz, która wykazała w tym dniu daleko idącą ostrożność.
Korzystając ze sprzyjających warunków i wolnych od śniegu miejsc, przy jednej z przerębli sprawdzam zachowanie się poszczególnych blaszek podlodowych. Pięknie lusterkują odbijając promienie słońca odchodząc ładnie na boki od osi otworu, zarówno podczas swobodnego opadu z przytrzymaniem, a także podczas poderwania jednym, dwoma ruchami wędziska. Przemyśleć trzeba jednak będzie możliwość zamocowania kotwiczek u części z nich na stałe do korpusu blaszki, co powinno wyeliminować przypadkowe zahaczanie kotwiczki o żyłkę zestawu.


Tak to od otworu do otworu, raz z jedną blaszką, raz z mormyszką i dwie godzinki przeleciały nie wiadomo kiedy. Pierwsze wrażenia podlodowe za nami, dokumentacja zdjęciowa wykonana, pora się zbierać.
Na zakończenie wykonujemy jeszcze kilka fotek powalonego dębu, którego rozwidlone gałęzie zatopione w lodzie, kojarzą nam się z łyżwiarzami kręcącymi piruety na tafli ogromnego lodowiska. Wychodzimy na skarpę, jeszcze raz spoglądamy z rozrzewnieniem na zimowy pejzaż. Mamy niestety świadomość, że nadchodzi odwilż i nie ma pewności, kiedy i czy w ogóle uda nam się powtórzyć podlodową przygodę.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama