Postaram sie pokrótce podsumować mijający sezon 2011, który w większości spędziłem nad Jeziorem Solińskim w miejscowości Wołkowyja nad piękną zatoką. Zatoka ta charakteryzuje się różnymi głębokościami dna, różnym stopniem natlenienia wody, a co za tym idzie różnorodnymi gatunkami ryb żyjącymi w tej zatoce. Praktycznie wchodzą w nią wszystkie gatunki ryb żyjące w jeziorze. W sezonie 2011 przeżyłem na tej zatoce wzloty i upadki, a największą porażkę poniosłem przy holu suma w miesiącu sierpniu br. A był to okaz w całym tego słowa znaczeniu, ponieważ go przez chwilę widziałem. Łowiąc na spinning, rzucałem twistera na dość głęboką wodę penetrując okolice dna. W pewnym momencie poczułem twardy opór. Sądziłem, że to zaczep, ale rzekomy zaczep zaczął się przesuwać w prawo. W tej chwili uświadomiłem sobie, że jest to ryba i to niemała. Będąc na łódce działałem spokojnie i rozważnie i rozpoczęło się holowanie. Ok. 15 minut trwało, zanim oderwałem go od dna, po następnych 10 minutach miałem go pod powierzchnią wody i już brałem podbierak do ręki, gdy sum dał spokojnie nura pod wodę i nagle poczułem luz na wędce. Długo siedziałem na łódce i rozmyślałem, w którym momencie popełniłem błąd. W końcu przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Sezon rozpocząłem w marcu, wczesną wiosną od połowu płoci, a płoć w tym czasie bierze piękna tak w granicach 30-35 cm. Pierwszego karpia złowiłem już w końcu miesiąca kwietnia. Karpie w tym sezonie brały ładnie < wcześniejsze wpisy na blogu>. Brały tak do połowy m-ca czerwca, aż przyszły mocne opady deszczu. Lało przez połowę czerwca i cały lipiec. Wyjeżdżając w tym czasie od czasu do czasu łódką na zatokę łowiłem różne gatunki ryb, ale coraz mniej karpii, a więcej leszczy. Po zaprzestaniu opadów w m-cu sierpniu zaprzestałem łowienia ryb spokojnego żeru i zająłem się drapieżnikami łowiąc na spinning. Koledzy wędkarze w tym czasie łowili leszcze, które to brały jedynie w nocy. Potwierdziło się powiedzenie starych doświadczonych wędkarzy, że przy słonecznej i wyżowej pogodzie leszcze biorą tylko w nocy. Znajomi wędkarze wiele nocy spędzili na brzegu łowiąc leszcze. Były różne, od średnich do dużych. Moja decyzja o połowie drapieżników, okazała się strzałem w dziesiątkę. Wypływałem codziennie rano na 3 godziny i wieczorem również na 3 godziny. Po wynikach stwierdziłem, że po południu drapieżniki lepiej brały. Co ciekawe, metoda spinningowa okazała się skuteczniejsza niż żywcowa. Odwrotnie było w ubiegłym roku. Przekonałem się również, że sandacze podobnie jak okonie żerują stadami. Miałem przypadek, że w jednej chwili rzut po rzucie wyjąłem 2 sztuki z jednego miejsca. Ogólnie oceniając ten sezon, to okazał się niezły.
Komentarze