Jest juz połowa czerwca a ja ciągle przed pierwszą tegoroczną wyprawą...Dlaczego? Ano cóż - brak czasu po prostu. Eta żizn jak mawiają nasi wschodni sąsiedzi. Praca, praca, rodzina, dzieci...Nie żebym się skarżył, ale nad wodę ciągnie. Z najlepszym kumplem Piotrkiem (zwanym przeze mnie od 20 lat Marianem) umawiamy się na całonocne łowienie z soboty na niedzielę 13-14 czerwca. Już dwa dni wczesniej mnie nosi, po nocach spać nie mogę, a jak zasnę to nie "kobiełki" mi się śnią, jeno wypasione leszcze. Któż z nas tego nie przeżył (szczególnie po długim wędkarskim poście).
W sobotę juz spakowany z niepokojem patrzę na niebo. A tam cóż - zaniosło się. Myślę to przelotnie kapie z nieba, przeca nie będzie chlapało przez całą noc. Wyruszam samochodem - w jedną strone to prawie 70 kilosów. Po drodze zabieram Mariana. Nie ma najszczęśliwszej miny - pada coraz bardziej. Ale co tam "przecież nie będzie padało przez całą noc"...
Wybór pada na starorzecze Wisły w okolicy Stężycy. Kiedyś ołowiliśmy się tam jak bąki właśnie ... bąkami. Do tego łowiliśmy tam śliczne leszcze. Kiedy dojechaliśmy lało jak z cebra "ale przecież..."Jednak coś tam z tyłu głowy mówiło, że piknik to nie będzie. Do zmroku brania na pikery były sporadyczne i do tego brała drobnica: płotki, krapie i sumiki karłowate. Jednak zabawa była niezła - przynajmniej coś brało. Do chlapiacego deszczu doszedł jeszcze porywisty wiatr, jeszcze bardziej dokuczajacy nad brzegiem otwartej wody. Deszcz i wiatr powodowały po zmroku zrobiło sie naprawde zimno. Brania powoli sie kończyły i ...koło północy wleźliśmy do samochodu i się pospaliśmy - tam przynajmniej było w miare sucho i ciepło. Ogólnie porażka...
Rano (ok. 4.00) obudziliśmy się i co? Leje. Ale w końcu trzeba trochę połowić, w końcu jak się jest na rybach od święta to trzeba choć trochę tego użyć...Podeszły większe płocie, a i leszcze zaczęły coś skubać. Brania były zdecydowane i częstsze. Połowiliśmy do 9 i czas się zbierac. Przemoczeni i zziębnięci zwinęliśmy graty. Coś mnie jeszcze podkusiło, żeby wyciągnąć spinning i ... niespodzianka. W 15 minut złowiłem 3 naprawdę śliczne okonie na obrotówkę...Może gdybym nastawił się na połów tych ryb połów byłby bardziej udany?
W czasie powrotu do domu doczekałem się pięknej tęczy i ślicznego słońca. Szkoda tylko, że już po połowie... Nic to jednak, urlop przede mną, to z Marianem znowu połowimy:))).
Kolejnej nocy w naszym miejscu kumpel w nocy złowił trzy piękne karpie. Największy ponad 5 kilogramów.. :((. Pogodę miał znacznie lepszą, to może i stąd te brania. Jeszcze zobaczymy.
Komentarze