Reklama

Polowanie na pajki

22/11/2010 10:41
Plan niedzielnej wyprawy zrodził się dzień wcześniej w pracy. Ja, Łukasz i Piotrek postanowiliśmy przetestować nowe szczupakowe łowisko, które do niedawna było wodą typowo pstrągową gdzie jedyną opcją połowu był tak popularny w Szkocji „fly fishing”, a od niedawna można tam łapać na spinning i nie tylko.

Prace skończyliśmy o 3.30 w nocy, a na rybki ustawiliśmy się o 8.15. Krótki sen i pobudka. Kilka łyków mocnej kawy niepewne spoglądanie w niebo i startujemy ale tylko w dwóch. Piotruś niestety nie mógł nam towarzyszyć bo wezwały go obowiązki domowe. Nad wodę docieramy około 9.00. Niestety na miejscu nie zastajemy nikogo. Hmmm. Co robić? Ale na oknie rybaczówki znajdujemy nr telefonu do gospodarza wody i niezwłocznie łączymy się z nim. Po około 15 minutach właściciel pojawia się nad woda otwiera parking i załatwia z nami formalności. Wypożyczamy łódkę i powoli zaczynamy się na nią pakować.

W międzyczasie zaczynam rozmowę z kolejnym wędkarzem, który jest stałym bywalcem tego miejsca. On decyduje się na połów z brzegu na martwa rybę i gorąco poleca tą metode jako najskuteczniejszy sposób na spotkanie z ogromnym „pajkiem”. My jednak wypływamy w nasz „rejs”. Pierwszy przystanek robimy zaraz za przystanią. Kilka pierwszych rzutów i słyszę jak u wędkarza na brzegu pięknie zaczyna „grać” wolny bieg w kołowrotku. Myślę sobie no to ładnie, ledwie się rozłożył a już zaczyna kosić szczupaki. A my nic i nic. Płyniemy trochę dalej i trafiamy na głębszą wodę. Kotwiczymy łódź i przystępujemy do ataku. I to co miało miejsce przez następne cztery godziny zostanie na długi czas w mojej pamięci.

Napisze w skrócie bo na szczegółową relację nie ma miejsca ani czasu. W drugim rzucie w nowym miejscu Łukasz zacina szczupaka i po około 3-4 minutach wyjmuje z wody swojego jak dotychczas rekordowego „pajka” - 70 cm. Kolejne dwa lub trzy rzuty i sytuacja się powtarza jego kołowrotek znowu zaczyna pogrywać i po emocjonującym holu w łodzi ląduje kolejna 70-tka. Po około 5 minutach ja mam piękne branie i wyjmuję 65-tke, a zaraz po niej kolejnego szczupłego około 70 cm. Brania są dość częste i co chwile w łodzi lądują szczupaki w przedziale 62 do 73 cm. Ja przegrywam walkę z większą sztuką, która poplątała się w sznur od kotwicy urywa żyłkę i z blachą w pysku odpływa na głębinę.

Mamy też kilka „spadów’. Ja oprócz spinningu zgodnie z sugestią gospodarza wody rzucam drugą wędkę na „trupka”, który jest także skuteczny i czasem na niego wyjmuję kaczodzioba. Zabawa ze szczupakami trwa na dobre raz po raz w łódce meldują się szczupaki, które po sesji zdjęciowej wracają do wody. Około 13.15 Łukasz zacina coś grubszego i po około 10 minutach wyjmuje „króla” dzisiejszej wyprawy, a zarazem swój nowy rekord równą 80-tke. Uśmiech od ucha do ucha na jego twarzy jest najlepszym komentarzem do tego co się stało. Przez kolejna godzinę łapiemy jeszcze po kilka sztuk i powoli kierujemy się do „portu”.

Reasumując podczas dzisiejszej sesji złapaliśmy ponad 30 szczupaków, z których najmniejszy miał ponad 60 cm, a największy pełne 80 cm. Najskuteczniejsze okazały się duże wachadłówki i obrotówki, a w mniejszym stopniu kopyta. Natomiast całkowicie zawiodły woblery na które nie było ani jednego pobicia.

Do artykułu dołączam kilka najciekawszych fotek jakie dziś robiliśmy nad wodą. Dziękuję koledze Łukaszowi za wspólnie spędzony czas i wiem że jeszcze tam wrócimy na kolejne łowy. Z wędkarskim pozdrowieniem. C&R.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama