Trzynastka to jak się mówi pechowa cyfra, ale w moim przypadku 13.06.11. był dniem wyjątkowym. Dlatego chcę o nim krótko napisać. Po pracy i odebraniu wnuka z żłobka, postanowiłem się spakować i pojechać nad jezioro Chmiel Duży. Nad wodą byłe o godz. 15.30. Po krótkim czasie nad wodę zaczynają przyjeżdżać inni wędkarze. Ja już łowię z łódki i próbuję złowić żywca. Staram się jego znaleźć na różnej głębokości. Zmieniam przynęty, ale bez skutku. Z tyłu za mną spinningują koledzy. Pytają się o sukcesy, ale nie mam, czym się pochwalić. Zmieniam zanętę na haczyku. Wkładam na haczyk nr.7 kukurydzę, białego robaka i pinkę. Zarzucam i czekam może około minuty, aż tu nagle czuję gwałtowne i mocne szarpnięcie. Zacinam i czuję duży opór. Krzyczę do chłopaków, którzy wędkują nie daleko mnie, że coś dużego mi wzięło. Łowię na bata o dł.6m i wyrzucie 15g. Do wędki mam przyczepiono gumę sześciokrotnie złożoną i związaną a do gumki jest przyczepiona plecionkę 0.14. Wędka wygina się, a ja próbuję wyciągnąć rybę na powierzchnię, chociaż to nie jest łatwe, bo ryba ucieka w różne strony. Robię wszystko , żeby wędka nie pękła i ryba nie uciekła. Po kilku minutach zobaczyłem szczupaka aż własnym oczom nie dowierzałem. Sięgam po podbierak i staram się doholować rybę w kierunku siatki. Ona robi gwałtowny ruch i ucieka w grunt i pod łódkę. Czuje że jest już zmęczona i kieruję ją z powrotem do podbieraka. Jest mam ją w podbieraku. Z wrażenia jestem cały spocony i szczęśliwy, bo pierwszy raz złowiłem dużego szczupaka na bata. W oddali słyszę rozmowy kolegów" udało się jemu”, a potem dostaje gratulację. Szczupak miał 50cm. Żałuję, że nie było żony, która by uwieczniła ten wyczyn na zdjęciu.
Komentarze