Witam. Dnia 26 lipca wybrałem się nad ponliskie jezioro na ryby. Nad stawem byłem o godzinie 6:30 . Co prawda zamierzałem być na łowisku wcześniej, jednak podróż z "klamotami" wędkarskimi na rowerze trochę czasu trwa. Nie nastawiałem się głównie na jakis gatunek ryby,nie nęciłem łowiska, poprostu pojechałem spontanicznie na ryby :) Zarzuciłem dwa zestawy; jeden to żywcówka, a drugito zestaw z spławikiem. Łowisko podnęciłem zanętą Trapera "Karp, Lin, Karaś" z dodatkiem płatków owsianych i kukurydzy. Łowiłem bardzo bliusko brzego, około 2,5 m , i cały czas zarzucałem zestaw tuż pod trzciny. Ryby z gruntunt nie chciały brać, więc zmniejszyłem nieco grunt, i już za kilka minut złowiłem pierwszego jazia. Później trafiały się kolejne małe jazie i płocie. Około godziny 9 ,spławik lekko się poruszył. Kilka minut później, spławik zaczął się lekko poddatapiać. W końcu spławik znów zaczął płynąć w bok, i wtedy zdecydowałem się na zacięcie. Sądziłem że jest to kolejna płoć, jednak pomylilem się... Poczułem opór, i ryba zaczeła wysnuwac kilka metrów żyłki. Po około trzech minutach, ryba była w podbieraku, przynajmniej tak mi się wydawało... Karaś wyskoczył z podbieraka i energicznie płynął w trzciny, jednak mocnym ruchem wędki, zastopowałem karasia, i spokojnie wyholowałem go do podbieraka. Cały hol przebiegłby szybciej, gdyby nie fakt, że miałem bardzo lekki zestaw, i rybę ciągnołem bardzo ostrożnie. Gdy karaś był już na brzegu, zmierzyłem go, mial 36 cm i 1 kg wagi. Być może dla osoby która łowi dużo większe ryby, taki karaś to zwykła "płotka" dla mnie to najwiekszy jak do tąd złowiony karaś. Później złowiłem jeszcze kilka płoci i jazi,i o godzinie 11 pojechałem do domu. Dzień uważam za dosć udany, poniewarz pobiłem swój rekord życiowy :)
Pozdrawiam, i przepraszam za błędy ortograficzne. :-)
Komentarze