Reklama

Poranna wyprawa na Żwirownię

25/01/2016 13:08

Piątek 22 styczeń spoglądam za okno, pada śnieg na termometrze 7 stopni poniżej zera a do tego wiatr. Pijąc poranną kawę zastanawiam się a może by tak na lód. Wybieram żwirownie w Zwięczycy z racji bliskiej odległości. Wędki wcześniej przygotowane, czerwone robaki i ochotki w doskonałej kondycji, a najważniejsze że świeże, tak zaczynam się szykować. Żona z niedowierzaniem i zdumieniem spogląda na mnie i moje przygotowania, ale nie ma odwrotu. Robię herbatę do termosu, ciepły ubiór i całusek od żony na drogę. Wsiadam w samochód i w drogę. Po 30 minutach jestem na łowisku. Nie ma żadnego wędkarza, a więc jestem sam na sam z przyrodą i pięknymi widokami. Coraz mocniej pada śnieg. Wchodząc na lód i po wywierceniu kilku otworów w okolicy trzcin zastanawiam się czym obdarzy mnie los. Zanęcam jokersem i po ustawieniu kiwoka zaczynam łowić na mormyszkę, powoli obstukuję dno, podnoszę na parę centymetrów w górę, kiwok ładnie pracuje. Po godzinie żadnego pobicia. Po zmianie przerębla i świeżej ochotki przesuwam się bliżej środka zbiornika, coraz mocniej pada śniegi i ja coraz mocniej marznę w ręce. Trzęsą się nie z emocji, ale z zimna. Po obłowieniu paru otworów i zmianie mormyszek idę do samochodu na kubek gorącej herbaty z cytryną. Po ogrzaniu się w samochodzie postanawiam próbować szczęścia- zmiana taktyki. Zaczynam łowić na wędkę spławikową. Zanęta do otworu, ustawienie spławika i żwawo ruszająca się dendrobena na haczyk i zaczynam łowić. Siedząc zamyślony nad przeręblem i patrząc w czerwoną kropkę spławika podziwiam pięknie, ośnieżone widoki, wyschnięte kępy zeszłorocznych trzcin i drzewa topoli powalone do wody, ogryzione przez pracowite bobry. Podziwiam ich trud i mozolną pracę. Na gałęzi przysiadła sikorka i kręcąc łebkiem wpatruje się we mnie. Zastanawiam się co o mnie myśli. W tym momencie poczułem się jak intruz w tej ośnieżonej, uśpionej, cichej i bajecznej przyrodzie. Czas kończyć. Myślę sobie to nic, że nie miałem brania, nie szkodzi, ale czas spędzony na cichym, uśpionym, otulonym śnieżnym puchem łowisku bardzo długo pozostanie w mojej pamięci. Podczas powrotnej jazdy do domu już planuję następną wyprawę z wędką na lód. A może następnym razem...  

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama