Reklama

Poranny spontan

22/11/2010 17:59
Wczoraj od godziny 14.30 do 4.30 rano byłe w lokalu wyborczym ( jako mąż zaufania ). Po przespaniu 3 godzin obudziła mnie żona na poranną kawkę, jak zawsze przed pracą. Wypiliśmy kawę i żona poszła. Ja się ogarnąłem i zaprowadziłem o 8.30 bratanicę do przedszkola. Wracając zadzwoniłem do szefa załatwiając sobie wolne , bo w głowie zaświtała mi myśl aby odpocząć na wodą :) Wiedziałem że mam jeszcze przynętę i zanętę z soboty. Po powrocie do domu na biegu zrobiłem termos kawy, wskoczyłem w dresy, spakowałem sprzęt, wodery i ciepły pikowany komplet : ogrodniczki i kurtkę oraz czapkę wełnianą. Odpaliłem auto i po drodze dokupiłem zwykłą bułkę, puszkę kukurydzy i sobie trochę słodyczy. O 9.45 byłem już na wale patrząc jak silny jest wiatr i z której strony.

Decyzja zapadła i przejechałem pod wodomistrzówkę. Założyłem ciepły komplet ubrania, wodery z wkładami filcowymi na nogi , wpis do rejestru zrobiłem już w aucie, tak że spokojnie z tobołkami ruszyłem nad wodę. Dochodząc do brzegu zobaczyłem delikatną falkę z lewej strony. Ale myślę sobie : te 4 godziny nad wodą są tylko moje :) Rozłożyłem parasol i ulokowałem rzeczy pod nim w razie deszczu. Rozrobiłem troszkę zanęty w wiadereczku dodając do śruty kukurydzianej i otręb pszennych trochę pinki i ziaren kukurydzy. Zrobiłem trzy kulki wielkości piłki do tenisa ziemnego i wszedłem do wody. Rzuciłem je w pobliżu tataraków. Rozłożyłem płotkówkę z myślą o złapaniu żywca. Sprawdziłem grunt i okazało się że woda na zbiorniku trochę opadła, i przy tatarakach jest tylko 80 cm wody. Ale myślę sobie : kto nie ryzykuje w kozie nie siedzi :) Żyłka główna 0,14 , spławik 1,5 g , przypon 0,08 , haczyk 20 , jedna pinka na haczyk i do wody. Spławik delikatnie zanurzył się.

Przyciąłem i zwijając żyłkę zobaczyłem śliczną na żywca płoteczkę. Na biegu zmontowałem gruntówkę : żyłka główna 0,25 , ciężarek 15g , i zaryzykowałem robiąc przypon z żyłki 0,20, na końcu wiążąc haczyk na sandacza. Płoteczka na hak i wszedłem jak najdalej do wody rzucając zestaw dość daleko w kierunku rozmytej wyspy a w pobliże starego koryta rzeki. Naciągnąłem żyłkę, założyłem sygnalizator i powróciłem do płotkówki. Co ciekawe drobnica znikła :( Ta jedna bidulka wzięła chyba przez pomyłkę. Kombinowałem jak mogłem, jedna pinka, dwie,trzy,biały robak, czerwony, bułeczka...i nic :( W miedzy czasie kliknąłem kilka zdjęć :)

Położyłem wędkę, wyszedłem z wody, nalałem sobie kawki, odpaliłem papierosa i cieszyłem się przebywaniem na powietrzu. Przegryzłem słodkie bułeczki obserwując spławik i sygnalizator.
Nic kompletnie się nie działo. Co jakiś czas popadał drobny deszczyk. Na zalewie pływała tylko jedna łódka , a na betonach koło tamy pojawiło się trzech spiningistów i dość długo łowili, bez względu na zakaz !

Czas szybko mi mijał a ja nie miałem nic na zmianę żywca :( Po malutku lekko zawiedziony zacząłem się pakować. Pinki nie ruszone :( Zciągnąłem żywca i zobaczyłem że płoteczka tryska energią , więc wróciła do wody szybko uciekając. Ja dowlekłem się do auta , przebrałem , spakowałem...i po raz kolejny wróciłem "o kiju". Ale...za to wypoczęty i dotleniony :)

Po powrocie wypakowałem sprzęt , przebrałem się , zjadłem obiad...i dzięki kilku godziną na powietrzu przyłożyłem się w końca odespać troszkę. Nie ważne że nie miałem efektów :) Ważne że tego czasu na łonie natury nikt mi nie zabierze :) Kiedy następny spontan ? Kto wie...może na tygodniu jeszcze sprawdzę co się dzieje na Miedznej? A tymczasem jutro do pracy.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :) Obiecuję dać znać czy gdzieś byłem nad wodą :)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama