Reklama

Potop nad Przetokiem- wyprawa wędkarska Ryśka

18/05/2017 15:03

 No nareszcie troszkę luzu , dziś ostatnia frakcja radioterapii odhaczona a następna wizyta u lekarzy nieprędko więc jest szansa na parę ciekawych wyjazdów , tym bardziej że pogoda ma być z dnia na dzień lepsza , no i jak zniosłem terapię bo jak dali taki zapas ? to może być niewesoło jak uprzedzali ale nadzieja jest.
  Jest ale jak w przysłowiu - matką głupich , pogoda z dnia na dzień lepsza a ja ? Ci co mnie znają to wiedzą że jak Richat ma wolne a nie jedzie na ryby to pewnie nie żyje no i tak się mniej więcej czułem :-)
  Mija tydzień od ostatniego wypadu a ja nadal uziemiony ale jutro (niedziela) trza się w końcu zebrać do kupy bo chyba tylko , choć krótki spacer może mnie postawić na nogi , oczywiście wpierw telefony do znajomych w sprawie planów i prawie z każdych stron słyszę - nie ma sensu bo chyba zamknięte z powodu zawodów , po namyśle odpuszczam bo już parę razy jechałem niepotrzebnie w ciemno , co prawda zawsze było coś w zanadrzu ale w tym stanie jakieś dłuższe marsze są niezbyt wskazane.
  Poniedziałek popołudniu , pogoda spoko , zawody odpadają nic tylko się ruszyć ...
  Zapowiadają że pod wieczór możliwe burze czyli trza jechać gdzieś gdzie w razie czego jest się gdzie schronić i przypomina mi się pewien niewielki staw pod Czeladzią Przetokiem zwany , w sumie byłem tam dopiero dwa razy więc może to dobry wybór ?
  Na miejsce docieram z lekkim poślizgiem (przesiadkowy wypadł) i zaczynam od strony Brynicy (tu ździwiłem się nieco że jest na niej dość sporo ryby - było widać),tradycyjnie zaczynam od obrotówki , na początek srebrna szeroka trójka ale 10min.nie daje efektu , coś chodzi po górze ,czasem jakby goni a ja zmieniam blaszkę na najmniejsza jaką mam (srebrno ,złoto,czerwono czarna) i co jakiś czas są co prawda delikatne puknięcia ale wszystko puste , niema co machać dalej tylko trzeba zacząć kombinacje z gumkami i to jak najmniejszymi.
 Już z trzeciego rzutu mam branko (jasny brokatowy motor-oil) zapina się około wymiarowy pasiaczek - odprowadzał przynętę aż do momentu wyciągania , wtedy dopiero zaatakował , co chwila zerkam w kierunku północy i na współtowarzyszy którzy jeden po drugim się zwijają (Myślę na przystanek w miarę czego niedaleko)- mam jeszcze trochę czasu.
 Woda lustro mam następne pobicie i zacinam krasną tak na oko ok.20cm ta jednak się spina , spoglądam w niebo i widzę delikatne charakterystyczne smugi (kiedyś jak byłem mały Ojciec mi takie coś pokazywał tłumacząc że to niezła ulewa się zbliża).
 Spakowałem wszystko ,został tylko spin - niema paniki , czym bliżej nawałnicy tym okonie stają się coraz bardziej aktywne i zaliczam piątego niestety wszystko ten sam rocznik.
 Zaczyna wiać i robi się coraz ciemniej , zwijam się i spina składam w marszu , na przystanek docieram w ostatniej chwili , zaczyna lać a za chwilę wzorowe gradobicie ,do autobusu jeszcze pięć minut robię fotę temu zjawisku (w domu okazuje się że nic z tego - zaparowany obiektyw) , jedzie autobus i nawet nie zwalnia , słowa które wypowiadam nie nadają się do "druku" następny za półtorej godzinki ale co tam - zabawa była w sumie przednia .
 P.S. Za parę dni mam zamiar zaliczyć ową rzeczkę w tym miejscu ze spławikiem ot tak dla zabawy (jak by ktoś coś wiedział co tam jest niech napisze)  
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama