W paru słowach opisze moje ostatnie wędkowanie a dlaczego zaraz wyjaśnię.
W niedzielę wybrałem się o dość nietypowej godzinie na rybki bo 9,30.Wypłynąłem ,podkarmiłem ,pozarzucałem wędki i tak sobie myślę czy będą dzisiaj żeglarze pływać po całym akwenie.Do godziny 13-tej w miarę spokojnie tylko porę żaglówek natomiast potem zaczęła się moja gehenna. miarę upływu godzin przybywało na jeziorze żagli i pływali coraz bliżej aż w końcu pierwszy zaczepił mi o żyłkę więc poszło 100 za żaglówką,trochę ponazywałem.Założyłem drugą szpulę,zarzuciłem ,siedzę i patrzę na żagle których coraz więcej.
Podjąłem decyzję że stanę sobie blisko brzegu, bo jedynie tam będę miał spokój, niestety myliłem się i to grubo, gdyż niektórzy pływali od brzegu do brzegu i zawracali dopiero 40-50 metrów przed brzegiem. Tu też nie mogłem spokojnie powędkować, bo co chwilę ktoś koło mnie przepływał, ale gdy następny zawiesił mi się na żyłce, to już miałem dość.J uż miałem zwijać kije gdy nagle mam pierwsze branie, zacinam i mam leszczyk 30 cm. ,wypuszczam i właśnie on poprawia mi humor.Jakieś 30 min spokoju czyli żadna żaglówka mnie nie naszła,wyciągam drugiego leszczyka ,fotka i do wody bo w moim kierunku zmierzają żagle i to z 5.
Czekam jak popłyną no i masz babo placek prosto na kije ,wydzieram się ile sił ale to nie pomaga jeden jest na żyłce i ciągnie ,następna setka poszła.Zły ,wkurzony spływam i wracam do domu.Po powrocie opowiadam żonie o zajściach z żeglarzami a ona te słowa do mnie ;trzeba było zostać w domu.Nie powędkowałem sobie i momentami myślałem że to 13-tego ale jednak nie tylko wtedy ma się pecha.Pozdrawiam a szczególnie tych co mieli żaglówkę na kiju.
Komentarze