Na początku spóźnione Wesołych Świąt ! i dużo dużo szczęścia w nowym roku. Jak wiadomo, nic tyle szczęścia co nasze rybki nie przynosi, także przede wszystkim pięknych rybek i cudownych chwil nad wodą !
Wczoraj po kilkunastogodzinnej podróży wróciłem do Polski. Zaczynając od ogółów - obecnie trwa chyba najgorszy z możliwych okresów. Lód na jeziorach jest cienki, nie pozwala nam na łowienie na nim, a jednocześnie skutecznie blokuje możliwość łowienia z brzegu, chociażby na spining. Z racji tego mam mnóstwo czasu na powrót do regularnego pisania na blogu i innych naszych portalach.
W czasie pobytu w Niemczech plany się pozmieniały. Brak polskich znaków na klawiaturze i ograniczony czas, sprawiły, że zrezygnowałem z pisania na blogu, na bieżąco. Czas na wyjeździe spędzałem bardzo różnie. Od spacerów, wypadów po mieście, przyjemnościach w pubach i koncertach, aż po wycieczki do wielkich, niemieckich, sklepów wędkarskich.
Mimo, że do sezonu spiningowego na wodach stojących, jeszcze bardzo długo, to przynęty do tej techniki połowu były moim głównym celem. Pierwsza podróż zakończyła się w sklepie Uliego Beyera. Po około godzinnej jeździe samochodem, w końcu znaleźliśmy lekko schowany za budynkami sklep. Otworzyłem spore drzwi i wszedłem do środka. Ehh... ciężko opisać uczucie, które w tej chwili mnie ogarnęło. Niekontrolowany skurcz wygiął moje usta w szeroki uśmiech i nie puścił przez kilka godzin. Wielki sklep, wypełniony był po brzegi sprzętem wędkarskim. Przechadzałem się po alejkach przepełnionych skrzynkami gum, a na ścianach wśród zdjęć okazów, wisiały setki woblerów, obrotówek, wahadłówek. Tak czują się pewnie kobiety w sklepach z butami... pierwsze pół godziny spędziłem tylko na spacerowaniu i nacieszeniu oczu takimi widokami, dopiero później skupiłem się na zakupach. W Polsce, przynajmniej w mojej okolicy, nie ma takich sklepów, takiego wyboru. Mimo, że ceny nie są niższe niż Polskie, to jednak możliwość dotknięcia każdej przynęty, wybrania koloru spośród kilkudziesięciu, daje niesamowitą przewagę, miejscom takim jak to. Delalande, mann"s, prologic, mepps, salmo, relax, fox, Abu i dziesiątki innych firm, których nie sposób zapamiętać. Moim pierwszym łupem padły gumki firmy Delalande. Świetne, smukłe, podłużne ripperki, z mięciutkiej gumy, wyposażone, w podwójny ripperowy ogonek wpadły do mojego koszyka jako pierwsze. Szybko dołączyły do nich podobne, w innym kolorze, później Sandry w różnych rozmiarach, uzbrojone już gumki od Savage, soft4play i wiele wiele innych.
Opis, dziesiątki zdjęć, a także film ze sprzętem który kupiłem pojawi się już bardzo niedługo na wszystkich naszych profilach. Rozpoczęcie zakupów które opisałem, to zaledwie początek tego co działo się na wyjeździe i tego co zapakowałem do mojej torby podróżnej i przywiozłem do Polski. Jeszcze dziś pojawi się kolejna historia Ace"a których cykl z racji wyjazdu został przerwany. Na dniach pojawi się pełny opis, a także film o pierwszej porcji przynęt, które przywiozłem zza granicy.
Dzięki wszystkim za odwiedzanie mojego bloga, to już 10,000+ wyświetleń ! a także za subskrybcję ! Zapraszam do następnych odwiedzin i do usłyszenia wkrótce ! Dorzucam dosłownie kilka fotek na zachętę, reszta pojawi się w kolejnych wpisach ! Pozdrawiam i połamania kija !
Komentarze