Reklama

Pożegnanie sezonu 2010

05/12/2010 20:12
Pożegnanie sezonu 2010 czyli ostatnie wędkowanie.

Przypadkowe wolne sprowokowało mnie i kolegę do wypadu na rybki. 22 listopada dowiedziałem się że 23 mamy wolne więc bez zbędnych kombinacji podzwoniłem i umówiłem się na ryby. Sam poranek pod znakiem zapytania bo silny wiatr kołysał mocno drzewami i po wyjściu z domu wiedziałem że będzie duża fala. Podjechałem po kolegę i razem zastanawiamy się czy jechać ale jak to mówią starzy wędkarze im gorsza pogoda tym lepiej biorą. Wypiliśmy kawkę ,spakowali kije i w drogę.

Wybraliśmy takie miejsce osłonięte od wiatru gdyż miałem rację co do fali, była za duża żeby posiedzieć tam gdzie planowaliśmy więc idziemy do zatoki gdzie wiatr przemykał ponad naszymi głowami i woda jest spokojniejsza. Spotykamy tam kilku znajomych więc parę pytań co słychać. W pełni nadziei rozkładamy się obok nich ,zanęta gotowa więc pinka na dodatek i kilka rozgotowanych ziemniaków a wszystko razem wygląda jak najlepsze ciasto w ciastkarni tylko że tej wędkarskiej. Kilka kulek wrzucam a dopiero montujemy kije ja tradycyjnie 1 piker i 1 feeder a kolega 1 piker i 1 grunt taki średni. Wędki zarzucone więc idziemy do kolegi Marka na zwiadu ciąg dalszy, stoimy i opowiadamy co nas w tym sezonie najbardziej zaskoczyło gdy Marek ma branie takie delikatne ale zacina i coś siedzi.

Po krótkim holu pokazuje leszczyk swój grzbiet no i niczego sobie taki pod 40 cm więc od razu ożywiła się dyskusja że będą brania. I zaczęło się nie ma 5 minut przerwy między braniami ale różnej wielkości są leszczyki od 20 cm do 40, i taką mamy zabawę że nie raz w lecie takie brania były rzadkością. Trzy godziny tańców koło wędek od jednej do drugiej że zapominamy która godzina taką frajdę zafundowały nam rybki i nie tylko my lecz wszyscy którzy postanowili dzisiaj wędkować w zatoce. Cała ferajna z nad wody zadowolona z dzisiejszego wypadu więc pomału zaczynamy się zbierać do domu gdy kolega Piotrek ma ostre branie więc zrobił to co trzeba a gruncik wygina się dość solidnie i tu następuje psychologiczne wsparcie ,pomału ,nie urwij bo to karp na pewno świąteczny i delikatnie holuje ,podciąga a tu pokazuje się wielki leszcz 55cm ,potem dużo śmiechu z Piotra że dalej ma wielkie oczyska gdy patrzył do wody co tam jest na haczyku.

To jest jedyna zabrana rybka do domu przez Piotra a on sam bardzo zadowolony z dzisiejszego wypadu i z resztą ja też sobie powędrowałem na pożegnanie z jeziorem w tym sezonie bowiem zapowiadają mrozy i śnieg a na lód nie chodzę. Piotrek podbudowany takimi dzisiejszymi wynikami chce jechać w nadchodzącą niedzielę a ja mówię że już po rybach bo mrozy idą więc raczej nie da rady. Nadeszła sobota ,mrozów nie ma lecz poprószyło śniegiem i zrobiło się biało a Piotrek nie daje za wygraną i namawia mnie na wędkowanie a jak to jest ze mną nie trzeba dwa razy mówić więc zgadzam się i od razu słyszę od żony komentarz; wy wariaci w taką pogodę na ryby. Co zrobić gdy wilka ciągnie do lasu a wędkarza nad wodę. Jedziemy w niedzielę koło 8 –mej rano w to samo miejsce. Jesteśmy ,idziemy nad wodę i widzimy że nie tylko nas wzywało jezioro. Dwójka wędkarzy których spotykamy mówią że jednak woda zamarza na przelotkach i źle się łapie. Postaliśmy koło nich ,popatrzyli i doszli do wniosku że to koniec sezonu więc nawet wędek nie wyciągaliśmy z pokrowców. Wracamy do domów i po drodze szybkie podsumowanie z planami na przyszły sezon.

Licząc na krótką zimę będę snuł w domowym zaciszu plany na nowy sezon ,zakup nowego kijaszka i kołowrotka na spina bo mam zamiar troszkę w nowym roku popróbować .Pozdrawiam wszystkich wytrwałych .
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama