Zła pogoda, studia i inne przeciwności losu nie pozwalały mi w tym roku na wędkowanie, aż do dziś ;)
Podczas szybkiego pakowania i radości z pierwszego wyjazdu na ryby (nie licząc zawodów spiningowych w Częstochowie) zapomniałem zabrać ze sobą drugiego kręciołka...
Oczywiście zorientowałem się dopiero nad wodą, czyli było już za późno żeby wracać do domu. Zmontowałem więc pierwszy zestaw, urobiłem zanęte i zarzuciłem pierwszy zestaw gruntowy w tym roku, cóż za rodość, po czym zacząłem zastanawiać się co zrobić z drugą wędką... Znalazłem w mej skrzynce bez dna żyłkę przyponową 0,18mm i postanowiłem z drugiej wędki zrobić małego bacika. Okazało się to nie głupim pomysłem, ponieważ złowiłem po 2 sekundach od zarzucenia pierwszą płotkę, łowiłem tak a małe 6-8cm płoteczki wpadały jedna za drugą.
O godzinie 9:20 sygnalizator dźwiękowy odezwał się pierwszy raz, lecz gdy chwyciłem za wedkę umilkł. Biorąc pod uwagę, że nad wodą byłem około 5:30 to dość długo musiałem czekać aż ryby(a) zainteresuję się tym co leży na dnie. Po 10 minutach drugie branie ale również puste. Można powiedzieć, że miałem szczęście w nieszczęściu bo gdybym zabrał ze sobą kołowrotek do drugiej wędki możliwe jest, że nie złowił bym nic ;) Nie ukrywam, że zabawa z tymi drobinkami nawet mi się podobała, więc wyjazd uważam za przyjemny.
Pamiętajcie zawsze szukajcie jakichś rozwiązań bo czasem niewiele potrzeba aby móc, wracając do domu, powiedzieć, że nie wracamy o samym kiju!
Komentarze