Reklama

Pozostaje tylko wstyd...

10/08/2009 10:47
Odkładaliśmy ten wyjazd. Mamy tyle pracy koło domu, że odkładaliśmy. Po urlopie zawsze nadgania się. W sobotę jednak wyruszyliśmy. Z entuzjazmem. Z mapą w ręku. W poszukiwaniu miejsca - nowego, ciekawego, rybnego. Wybór padł na Wisłę, za Górą Kalwarią. Rzeka tu urozmaicona, lecz trudno znaleźć nieobstawione miejsca. Mieliśmy fart. Większość skręcała w lewo, a my w prawo, co sprawiło, że znaleźliśmy pustą główkę, z idealnym miejscem na nocny biwak.

Nie będę jednak pisał o rybach. Raczej nie dopisały. Brań było niewiele, zwłaszcza w proporcji do wrzuconej zanęty i ilości wędek wycelowanych w wodę. Napiszę o tym co widziałem nad wodą. Miejsce na biwak udekorowane śmieciami. Po bokach torby foliowe i puszki, niedopalone skorupki po jajkach i okopcone puszki po piwie. Na główce spalony korzeń i odpadki powciskane między kamienie. Wśród nich torby po zanętach i pudełka po robakach. Przy brzegu sterta naniesionych przez wodę gałęzi, poprzeplatanych kolorowymi butelkami po różnych napojach.

W zasadzie nie powinniśmy biwakować w takim miejscu. Trzebaby poszukać czegoś, co gwarantuje kontakt z prawdziwą przyrodą. Ale w tym kraju poszukiwanie takich miejsc jest trudniejsze, niż poszukiwanie samych ryb.
Ostatnio, przy okazji moich wpisów i wpisów kolegów, byłem świadkiem dyskusji i porównań, których głównym hasłem stała się ukryta pretensja „Czemu cudze chwalicie, skoro swego nie znacie?”. Okazją były opisy wypraw do Szwecji albo rozważania o polskich Mazurach. Podobno zakwalifikowanych na listę jakiś cudów? Akurat w „Polityce” przeczytałem artykuł o Mazurach zilustrowany stertą śmieci obok jeziora. I zacząłem znów się zastanawiać...

Czy my jesteśmy takim dzikim narodem, żeby palić nad wodą piękny korzeń drzewa, przy okazji opalając krzak wierzby? Korzeń przyniosła wysoka woda... Następnej wiosny mógłby stać się kryjówką lub tarliskiem dla ryb. Czy wędkarze tego nie wiedzą? Czy wędkarze nie wiedzą, że wierzba rośnie nad wodą również po to, by umacniać brzegi? I jeśli ją spalą w następnym roku mogą mieć problem z dojściem do ukochanej, kamiennej główki?

Czy wędkarze nie potrafią zabrać chociaż tego, co sami nad wodę przywieźli? Nie wymagam, aby sprzątnęli butelki, które spłynęły w dół rzeki. Ale czemu zostawiają nad wodą taki śmietnik? Czy nie potrafią rozpalić porządnego ogniska, które jako ostateczność (bo dioksyny i inne trucizny!), ale jednak - pochłonie odpadki wyprodukowane nad rzeką lub jeziorem.
Wiem czemu...
Ale nie napiszę...
Nie napiszę, bo jestem tak nabuzowany, że pierwszego napotkanego zbieracza puszek utuliłbym z radości. Że chociaż on sprząta w tym kraju!
Kraju ludzi zaśmieconych...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama