Reklama

Prawdziwe wartości wędkarstwa oraz moje wielkie ryby

03/12/2009 11:22
Na stopa, na piechotę, na rowerze, podrużowaliśmy z wędką u boku. Aby wody czystej kawalek, aby zdala zgiełku ludzi, patrząc przed się szeroko, móc na chwilkę zapomnieć o
kłopotach, o szkole, o wszytkim tym - co tak męczy... Każdy z plecakiem na ramieniu, uśmiechem na twarzy, oraz piosenką niesioną wśród drzew, marzył o przygodzie, o chwilach radosnych, z ciekawością do tego - co nieznane.

Gdy po godzinach włuczęgi z kijem w ręku, jak i plecakiem na ramieniu, rozpalaliśmy ognisko,
gdzie wiatr gwizdał w hektarach pól, a z drógiej strony zaś las kłonił nam czoła. Jeden wyciągał małą harmonię i grał... Grał pieśni znane nam wszystkim, wędkarskiej braci, połaczonej jakże szlachetnym więzem przyjażni. Płomyki migoczące na trzaskających po cichutku gałązkach drewna, zdawały sie jakby tańczyć do melodii wydobywającej sie z harmonii. A my jakże szczęśliwi, czasu nieliczyliśmy, dni ani godzin, które uplywały na wspólnych rozmowach, opowiadanich najstarszych z grupy o wielkich rybach, niedających sie nawed zobaczyć na moment... to byly czasy...

A czy da sie zapomnieć, gdy mimo braku środków, człowiek odkladal po groszu na nową, wymarzoną wędke? A czy da sie zapomnieć, o tych wszystkich spotkaniach , przy okrągły stole w pokoju mego taty, niczym rycerze Króla Artura - my zamiast szabli, wędki w dloniach trzymali?
A czy da sie zapomnieć te chwile, gdy starą błystke na drzewie przez kogoś zostawioną,
udało sie zdjąć długim badylem? A czy da sie zapomnieć tych wszytskich którzy tam zemną byli...

Po wielu latach, świat sie zmienił. My młode szkraby porośliśmy niczym przebiśniegi na wiosne.W szafie mej miejsca zaczyna brakować, wędek niezliczona ilość przerasta dzieciece marzenia, a tyleczek worzony w wygodnym, lśniącym samochodzie... Jednakże niema tego czegoś, co bylo kiedyś, tego co nadawało wyprawom mym sens - niema zemna tych wszystkich - którzy byli tak cenni, Tych - dla których mały okonek był powodem dumy i niezliczonych gratulacjii, a opowiadania owego holu, towarzyszyly nam przez długie, zimowe wieczory...

Każda udana wyprawa w pojedynkę, jest niczym w porównaniu, z godzinami totalnego bezrybia spędzonego w tym ze miłym gronie... I mimo iż nieraz zdarza sie zlowić medalowego okonia, karasia, lina czy węgorza - to zdjęcie zrobione z zamowyzwalacza, jest niczym w porównaniu z uściśnieciem ręki, klepnięciem w plecy, i szczerymi gratulacjami dobrego, "starego" przyjaciela...
A czy da sie to zapomnieć... ?


ps.Tekst ten dedykuje Tym wszystkim, którzy byli w tych najlepszych chwilach ze mna, oraz pragne przeprosić wszystkich za błędy ortograficzne gdyż jestem dysortografem. Adn." Materiał zgłoszony na konkurs wędkuje.pl" Mam nadzieje że przypanie wam do gustu:)
Pozdrawiam
Kamil
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama