Reklama

Prawdziwy pech

15/05/2012 12:46
Prawdziwy pech

To był naprawdę pechowy dzień. Wraz ze znajomymi cały tydzień szykowaliśmy się na wyjazd do Bytynia, aż w końcu upragniony dzień nadszedł. Wstałem o 4 aby sprawdzić jeszcze czy wszystko jest spakowane i przygotowane. Miałem wszystko mogłem ze spokojem jechać po znajomych.

Całą drogę rozmawialiśmy jak łowić, na co, co będzie lepsze, aż w końcu dojechaliśmy do miejsca gdzie było można wykupić zezwolenia. Było trochę przed 6 i wszyscy zebrani wędkarze czekali, aż magiczne drzwi od budki pana który te o to zezwolenia wydaje się otworzą. Czas mijał a wędkarzy coraz więcej i więcej. Z chwili na chwilę przybywało to o kolejnych kilka wspaniałych osób którzy są tak samo bardzo zafascynowani i zakochani w tym co robią. Wszyscy byli pozytywnie nastawieni, w skupieniu myśleli co im ten piękny słoneczny dzień nad wodą ukarze. Czy może uda się im złowić jakiś własny rekord.

W końcu po dłuższym oczekiwaniu zapadła cisza ( nawet sroka która cały czas nam towarzyszyła w oczekiwaniu dając koncert swoich możliwości zamilkła) i nagle drzwi się otwierają. I WYSTARTOWALI!!! Cała grupa napalonych wędkarzy ruszyła. Każdy tylko żeby mieć już w ręku zezwolenie i móc zacząć łowić. My byliśmy na szarym końcu i musieliśmy trochę sobie poczekać, ale w końcu nadszedł i czas na naszą kolej.

Wreszcie mogliśmy ruszyć na nasze miejsce, a tu co się okazało? Pomimo wczesnej pory miejsce było już zajęte i wszystkie dookoła także:( W ten o to sposób zostaliśmy zmuszeni do szukania innego dogodnego stanowiska. Przejechaliśmy całe jezioro z jednej strony i nic każde miejsce zajęte, co do jednego:( Nagle wędrując dalej w poszukiwaniu miejsca auto zaczęło znosić na prawą stronę. Wyszliśmy zobaczyć co się stało a tu dla naszego zdziwienia ukazała się przebita opona:( Na szczęście mieliśmy dojazdówkę ale po chwili uśmiech z naszych twarzy znikł. Nie było kluczy tylko lewarek:( Więc co robić? Poszliśmy do łowiący nieopodal wędkarzy czy pożyczyli by nam klucze. Nie musieliśmy długo szukać gdyż bardzo miły pan udostępnił nam swój zestaw kluczy za co bardzo mu jeszcze raz dziękujemy. Szybki powrót do auta i jeszcze szybsza wymiana tylko po to żeby móc w końcu zamoczyć kij. Lecz żeby nie było zbyt pięknie dojazdówka nie miała zbyt wiele powietrza, więc po dłuższym zmaganiu z kołem, znalezieniu stacji, napompowaniu powietrza znaleźliśmy miejsce. Miejsce po starych PGR-ach, gdzie było już wielu wędkarzy ale miejsce dla nas się znalazło.

W końcu zaczęliśmy łowić:) Poznaliśmy bardzo miłego pana, który po chwila sprawił ze uśmiech z naszej twarzy znowu znikł. Miejsca gdzie ryby biorą były już całkowicie zajęte a te na których my jesteśmy to oprócz drobnicy nic innego nie chce podpłynąć. Nie podaliśmy się! Próbowaliśmy wszystkiego co tylko było możliwe. Rezultaty marne:( Złowiliśmy z 5 małych rybek które i tak od razu wypuszczaliśmy. Czas płyną i płyną i nic, a tego cennego czasu też zbyt wiele nie mieliśmy bo o godzinie 15 musieliśmy już wracać do domu.

W końcu wyruszyliśmy zasmuceni do domu, ale po chwili uśmiech i tak wrócił, gdyż stwierdziliśmy że wracamy z nowymi doświadczeniami, z obeznaniem terenu i na co nie łowić:) Wiedzieliśmy że nie długo i tak tu wrócimy i tym razem będzie lepiej:) Jezioro i ryby tym razem wygrali. 1:0 dla nich ale to się zmieni już niebawem:) Wiemy jeszcze że oprócz całego sprzętu wędkarskiego trzeba pamiętać o dobry przygotowaniu i zaopatrzeniu auta...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama