Tego dnia pogoda była niekorzystna. Ciśnienie skakało jak oszalałe, coś jakby zanosiło się na burzę - lekka parówka i do tego wiatr ze wschodu. Ale to nic. Wróciłem do domu po nocnej zmianie, szybko spakowałem sprzęt do bagażnika i w drogę. Miałem do wyrównania rachunki - dzień wcześniej szczupak podgryzł mi żywca, a na odchodne woda pożegnała mnie wyskokiem pięknego bolenia uganiającego się za uklejkami więc postanowiłem odegrać się na spinning.
To moje ulubione łowisko - dawne wyrobisko po wydobyciu kruszywa na budowę wiślanych wałów. Nieduże ale zróżnicowane. Są tam zarówno porośnięte wszelakim zielskiem płycizny, gdzie można trafić lina, karasia czy karpia, jak i głębokie plosa, tworzące doskonałe warunki okoniom i sandaczom. W całym zbiorniku można spotkać szczupaka, czasem trafi się miła niespodzianka w postaci suma czy bolenia - złowione wcześniej w pobliskiej rzece i wpuszczane do wyrobiska przez wędkarzy.
Nad wodą byłem za niecałą godzinę. Ubrałem wodery, rozłożyłem wędkę i zapiąłem złotą effzettkę. Dwa rzuty - opór. Niestety zaczep - muszę rwać :( Rozżalony montuję obrotówkę "taniochę" - mam ich dużo - rok temu w supermarkecie kupiłem pudełko, w którym było pełno błystek, gumek i woblerków, a wszystko to za jedyne 11,99 ;). Przez rok leżały nie ruszane - teraz postanowiłem dać im szansę.
Rzucam pod drzewo i ściągam wzdłuż brzegu, prowadzę powoli - szczupakowo. Czuję strzał - siedzi :) Ale nie jest to szczupak - ryba walczy inaczej. Po chwili już widzę, że to pasiak. Podbieram - jest mój... 22 cm. Na promocyjną "klapuchę"? Od pierwszego rzutu? Niemożliwe! To musiał być przypadek.
Chodzę wzdłuż brzegu i rzucam. Może po 15 minutach mam kolejne branie - tym razem trochę dalej od brzegu, tuż za pasem grążeli. Znów okoń, ale tym razem większy - 28 cm. Przestałem wierzyć w przypadki - muszę dokładniej sprawdzić moje promocyjne pudełko. Swoją drogą trzeba będzie zapolować na promocyjne przynęty. Taką blaszkę mam tylko jedną...
Komentarze