Na podstawie wieloletnich obserwacji migracji ryb słodkowodnych z rzek uchodzących do Bałtyku, w różnych porach roku, zaczynam dochodzić do wniosku dlaczego tych ryb jest tak mało w rzekach a bardzo dużo łowią ich w przybrzeżnych wodach rybacy w sieci.
Dotyczy to takich ryb jak łosoś, troć, sandacz, okoń, sieja, jaź, leszcz i płoć .
Dorodne sztuki tych ryb łowione są przez cały rok (wpadają w sieci ) przez małe kutry zastawiające sieci w odległości 200-300 m od linii brzegowej Bałtyku, podobno na flądry i śledzia ale w sieci te łowione są głównie w/w gatunki ryb. Ryby te można kupić prosto z sieci, od wczesnej wiosny do późnej jesieni, na nabrzeżach portowych po zapłaceniu „słonych cen”. Widziałem też wiele ryb
niewymiarowych, te trafiają do wybranych.
Pisząc powyższe zastanawiam się co my wędkarze możemy lub powinniśmy zrobić – zdziałać aby tego rodzaju praktyki przerwać. Moim zdaniem słusznym lub koniecznym byłby zakaz stawiania sieci w odległości nie mniejszej jak 1 mila od brzegu.
Ktoś powie rybacy też muszą z czegoś żyć ale odbywa się to moim zdaniem niezgodnie z limitami
połowów i olbrzymimi stratami w rybostanie.
Moje spostrzeżenia wydają się może zbyt naiwne i nie przyniosą żadnego skutku ale problem istnieje i staje się coraz bardziej widoczny w związku z ilością stawianych sieci i ich coraz bliższym lokowaniem przy brzegu. Kto kocha wędkarstwo morskie ten wie o co chodzi. Może moje utyskiwania coś jednak zdziałają, jeśli w przyszłości chcemy jeszcze coś złowić w naszym pięknym Bałtyku. Smutnym przykładem tego co się dzieje podczas rejsów wędkarskich niech będzie dorsz – zdecydowanie brak dorszy 2 kg i wyżej – tylko tzw. „bolki”.
Co o tym wszystkim sądzicie? Serdecznie pozdrawiam.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze